Liczba wyświetleń

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 3

Zaufanie

 – Justin  – powiedziałam trochę przestraszona – ja  naprawdę się przewróciłam…
– Czy ty masz mnie za idiotę? – zapytał zirytowany.
Człowieku! Liżesz się ostro z każdą napotkaną na drodze dziwką nie wiedząc co miała pięć minut wcześniej w ustach. Szczerze? Tak Justin uważam cię za idiotę oczywiście nie powiedziałam moich przemyśleń na głos.
– Justin – westchnęłam już trochę zdenerwowana – posłuchaj…
 – Nie! To ty posłuchaj. Miałaś wizję, prawda?! – krzyknął szeptem wiedząc, że jesteśmy na lekcji. Kurwa! Nie nauczył cię nikt szacunku chłopczyku!? Damom się nie przerywa! Kurwa! Co mam mu powiedzieć? Już mam dość, ja się nie prosiłam o taki obrót zdarzeń, do jasnej cholery!
– Tak! Tak, Justin masz rację. Miałam wizję – nie wytrzymałam i jedna łza opuściła moje oko. Szybko uniosłam dłoń do mojej twarzy i lekko otarłam policzek z wody.
Justin już otwierał usta by coś powiedzieć lecz uratował mnie dzwonek na przerwę. To się nazywa szczęście! Prawie jak w filmie! Jak najszybciej wybiegłam z klasy, idąc korytarzem w stronę stołówki wpadłam na Lily.
– Co się stało? Wyglądasz jak byś zobaczyła, pieprzącą się parę gejów na środku sali… W sumie to geje są słodcy – Lily wyśpiewała.
– Ah. Lily dzięki za opis mojego wyglądu, jak zwykle jesteś najbardziej taktowną osobą – warknęłam z sarkazmem.
– Oj skarbie, nie histeryzuj. Zaraz będziesz wyglądać jak człowiek. Wystarczy żebyś zmieniła troszkę wyraz twarzy – odpowiedziała ruda z uśmiechem na twarzy. Przysięgam, że jeżeli ona się nie zamknie to naślę na nią Justina i zapłacę mu z podwójnie.
– Spadaj! – krzyknęłam gdy ta się już trochę oddaliła. Odwróciłam się i przez przypadek wpadłam na wysokiego chłopaka.
 – Um. J-ja przepraszam nie widziałam…
 – Spokojnie niunia – skrzywiłam się gdy mnie tak nazwał – jestem Liam – wyciągnął do mnie rękę, którą niepewnie uścisnęłam.
– Cassie – szepnęłam. To nie był chłopak typu „chodzący sex” jak, np.: Justin (mam nadzieję, że nie powiedziałam tego na głos), tylko Liam miał w sobie coś dzięki czemu czułam strach w jego obecności.
– Nie bój się kochanie – czyżby przejrzał mnie na wylot? Pociągnął mnie stanowczo do siebie za rękę, której wcześniej nie puścił.
Czułam nie przyjemne ciepło bijące z jego ciała, które przebiło się przez moją koszulkę. Próbowałam wydostać się z jego uścisku, ale był zbyt silny. Przecież nie może mi nic zrobić, nie tutaj, jesteśmy w szkole.
 – Zostaw ją! – usłyszałam głos który o dziwo mnie uspokoił.
***
Do końca lekcji miałam już spokój z Liamem, ale obrazy z bijatyki między nim a Justinem dalej krążyły po mojej głowie. „Chodzący sex” oczywiście wygrał bójkę, bo jakim cudem płatny morderca miałby przegrać z chłopakiem ze szkoły? No jakim cudem?! Po prostu to nie możliwe. Oczywiście byłam wdzięczna Justinowi za uratowanie mi życia i mojej błony dziewiczej… Chyba trochę przegięłam z tym życiem, ale przynajmniej moja dziewczęcość jest cała.
Po lekcjach poszłam do mojej szafki, wpisałam kod i ją otworzyłam. Przejrzałam się w lusterku myśląc o wydarzeniach tego dnia po czym włożyłam do szafki nie potrzebne książki i gdy miałam już zamykać drzwiczki moją uwagę przykuła wypadająca kartka papieru. Podniosłam papier z ziemi i lekko rozprostowałam jego krańce.
„ Jeszcze z tobą nie skończyłem. Do zobaczenia w krótce.
~L”
 Przeczytałam wiadomość jeszcze kilka razy, gdy w końcu zrozumiałam kto był nadawcą tego listu.
Westchnęłam zirytowana nachalnością chłopaka, zamknęłam szafkę i wyszłam przed szkołę. Miałam złe przeczucia, zupełnie nie wiem dlaczego. Czułam się źle jakby coś miało się wydarzyć, miałam uczucie zaciśniętego paska na mojej piersi. Pierwszy raz coś takiego czuję, zazwyczaj zamiast mieć takie przeczucia miewałam wizje, a teraz ni chuja, 0 wizji. Szłam tak jeszcze dobre 20 minut, nie ukrywam nie spieszyłam się, gdy w końcu doszłam do linii drzew otaczających mój dom, otworzyłam szeroko oczy i usta. Pewnie wyglądam jak jakaś idiotka, ale to nie jest teraz ważne. Drzwi od mojego domu pyły otwarte tak mocno, że zewnętrzna ich strona dotykała ściany obok. No Dżizys, przecież jestem pewna, że zamknęłam drzwi. Aż takiej sklerozy to ja nie mam. Czułam narastający strach, gdy moje żyły pulsowały w przerażeniu.  Po staniu tak przez pięć minut, jak słup soli, doszło do mnie co mógł oznaczać liścik z mojej szafki. Czy ludzie nie widzą mojego złego stanu psychicznego? Muszą mnie jeszcze zastraszać, grozić i nachodzić?! Dzięki, po prostu dziękuję – wyczujcie sarkazm.
Powoli zaczęłam przemieszczać się w stronę domu, sprawdzając w myślach moje drzewo genealogiczne, mając nadzieję, że to jakaś dalsza rodzina. Może mamusia jeszcze żyje. Może incydent z wczoraj wcale nie miał miejsca. STOP. Cass nie możesz myśleć w ten sposób, przecież to nie jest możliwe. Hmmmmm czy mówienie o sobie w trzeciej osobie jest bardzo niegrzeczne? Rozmyślałam tak aż doszłam do schodków prowadzących na ‘patio’ i do otwartych drzwi. Delikatnie zaczęłam wchodzić na górę, wstrzymując oddech, by być jak najciszej. Pociągnęłam lekko za klamkę, a drzwi, skrzypiąc jak w horrorach, otworzyły się. Powoli lecz stanowczo weszłam w głąb korytarza prowadzącego do salonu. Podchodząc do pokoju zachłysnęłam się napięciem wywołanym przez strach. W pomieszczeniu wszystko wyglądało jakby przeszedł tu jakiś ogromny huragan. Kartki, chusteczki i inne tego typu rzeczy były, wyrzucone z szuflad i szafek, lądując na podłodze. Szklany stolik był wywrócony do góry nogami, natomiast krzesła stały połamane przy ścianie. Podeszłam do dużego i solidnego drewnianego stołu pod oknem i ujrzawszy na nim mojego iPhona od razu po niego sięgnęłam. Na telefonie wyświetlała się strona kontaktów, zapisując nowego rozmówcę – Liam. Przyłożyłam dłoń do ust nie wiedząc co zrobić, z moich oczu poleciały słonawe łzy.
– Witaj kochanie – moje ciało spięło się pod wpływem niechcianego, znajomego głosu. – Spodziewałem się Ciebie, ale nie wiedziałem że ujrzę cię tak szybko.
Usłyszałam za sobą donośne kroki, których dźwięk przyprawił mnie o drżenie ciała.
 – Boisz się mnie? – Zapytał bez emocji w głosie. Nie mogłam go rozgryźć. – Odpowiedz – warknął z wyczuwalną irytacją.
Prędzej wyczułam niż usłyszałam go za sobą. Czułam złowrogie zimno bijące od Liama. Nie podobało mi się to. Bardzo. Czy się boję? Bardzo. Znowu to słowo. Zdaje się, że w filmach powtarzanie się jakiś zwrotów to nie jest dobry znak. Muszę uważać.
 – Nie – skłamałam.
 – Nie oszukuj mnie, bo to się może dla ciebie gorzej skończyć – powiedział dość przesłodzonym głosem. – Lubię straszyć takie małe, głupie i niby niewinne dziewczynki jak ty. – W co on gra?
 – Odwróć się – ohhh wróciliśmy do Liama: jestem-zły-będę-warczał-jestem-rozwcieczonym-niedźwiedziem-mam-trujący-bluszcz-w-dupie.
Wolno. Jak najwolniej zaczęłam się odwracać do niego. Wstrzymywałam oddech na wszelki wypadek, a powieki miałam zaciśnięte. Tsaaaa, ja byłam oazą spokoju – wyczujcie tu sarkazm. Nie wierzę, że to wszystko się dzieje. Po prostu mój świat od niedawna zaczął się walić. To nie jest przeznaczenie to jest fatum. Ja już nie wierzę w szczęście, widzę tylko siebie za parę lat jako samotnego, smutnego, opuszczonego i z wyrwanym sercem człowieka. Moje pytanie, które pojawia się ostatnio bardzo często w moich myślach:Dlaczego ja? Chyba nawet jest program z takim tytułem… Hmmm może zgłoszę się tam na casting, oczywiście pod warunkiem, że przeżyję tą dobę.
 – Dobra dziewczynka – powiedział z zadowolonym uśmieszkiem Liam gdy się w końcu odwróciłam – A teraz klęknij.
Co ten palant chce abym zrobiła?! Mam przed nim klęczeć?! No coś mi się nie wydaje.  Pamiętam jak po przeczytaniu „Pięćdziesiąt twarzy Grey’a” i następnych części tej książki, darłam się na szkolnym korytarzu ‘Anastasia na kolana!’. Tak. Ja mam zrytą banię. Już miałam się mu postawić, gdy zmroził mnie swoim wzrokiem. Mówię poważnie gdyby wzrokiem można było zabijać to leżałabym już tu martwa. Delikatnie osunęłam się przed nim na ziemię, nawet nie zauważyłam jak do mnie podszedł.
 – Bardzo dobrze – powiedział pedofilskim głosem – a teraz mam zamiar odegrać się na kim kogo zapewne dobrze znasz.
O co mu do jasnej cholery chodzi? A może raczej o kogo? Może on ma jakieś urojenia… Przez chwilę patrzył na mnie z góry, po czym mocno pociągnął z moje włosy, sprawiając, że pisnęłam cieniutkim głosem i odchyliłam głowę. Rzeczywiście jak w Grey’u.
 – Będę Cię pieprzył tak, że nie będziesz mogła chodzić  przez miesiąc. – Zachłysnęłam się własną śliną na jego słowa.
Liam mocniej pociągnął za moje włosy, stawiając mnie na nogi. Przycisnął mnie do swojego ciała i mocno klepnął mnie w pośladek. Czyżby był BDSM? Pociągnął mnie za rękę i oczywiście włosy i poprowadził po schodach do mojego pokoju. Jeszcze trochę, a stracę moje dzieci, które pielęgnuję od lat. Oczywiście mówię o włosach, bo na matkę to ja nie wyglądam. Moje ciało całe drżało z napięcia i strachu. Może to głupie bo nikt by tego nie chciał, ale to właśnie czuję ‘Nie chcę być zgwałcona’.
Rzucił mnie na łóżko na co krzyknęłam z bólu, gdyż zrobił to tak mocno, że w moje ciało wbiły się sprężyny. Liam spoliczkował mnie.
 – Cisza – krzyknął.
Zaczął mnie brutalnie całować w usta, lecz nie oddawałam pocałunków, zaciskając usta w cienką linie. Mocno ścisnął moją prawa pierś, że aż poczułam jego paznokcie wpijające się w moją skórę przez stanik i cieniutki materiał bluzeczki. Krzyknęłam, na ból jaki spowodował, więc Liam mógł spokojnie wsunąć język do mich ust. Jeszcze raz z cisnął moją pierś lecz teraz zakwiliłam gdyż moje usta były zajęte przez Liama, a ja nie chciałam znowu poczuć tego bólu.Nawet nie zarejestrowałam tego jak chłopak uniósł moją rękę nad moją głowę i mocno zaciskając, chyba, kajdanki na niej, przyczepił ją do ramy mojego łóżka. To samo zrobił z drugą ręką. To było już za wiele. Zaczęłam go kopać.
 – Co ty do chuja robisz?! – ryknął gdy kopnęłam go w krocze – Przestań, albo zabiję cię szybciej niż bym chciał.
Zadrżałam na jego słowa i natychmiast przestałam się ruszać. Może się boję, ale chcę jeszcze żyć, chociaż tego do końca nie jestem pewna.
 Może gdybym tak zniknęła nikt by nie zauważył. Może tam gdziekolwiek trafię będzie mi lepiej. Może nikt nie będzie tęsknił. Przecież ja już nie mam nikogo. Może gdy znowu zacznę go kopać w końcu mnie zabije i będzie miał mnie z głowy. A moja dusza nie będzie musiała już cierpieć.
Gdy wróciłam do rzeczywistości nie miałam już na sobie bluzki , a Liam brał się już za rozpinanie moich spodni. Mój zdrowy rozsądek wrócił i zaczęłam na nowo się szarpać, kopać i wić pod nie ustępliwym ciałem chłopaka. Powtarzałam sobie cały czas. Nie chcę być zgwałcona. Nie chcę być zgwałcona… Ale  to nic nie dało, bo moje starania spłynęły po Liamie niczym woda. Byłam już bez spodni. Zaczęłam krzyczeć, ale znów to nic nie dało.
 – Zamknij się! – Liam zakrył mi dłonią usta.
Już straciłam jakąkolwiek nadzieję, a ponoć nadzieja umiera ostatnia, więc jestem już martwa.
 – Zostaw ją! – z drzwi dobiegł mnie znajomy głos. Justin. Liam uśmiechnął się krzywo, pokazując, że ma go w dupie.
– Justin! Pomóż mi! – zakwiliłam przez rękę chłopaka na mojej twarzy.
 – Już kochanie  - powiedział Justin. Chwila… Kochanie? Może to głupie, ale się zarumieniłam.
 – Po moim trupie – warknął Liam. I nim ktoś z nas się zorientował rozerwał mój stanik na co od razu zaczęłam krzyczeć oraz się wyrywać.
Gdy Justin tylko to zauważył od razu z ciągnął ze mnie Liama, bo przez ostatnie trzy minuty trwał w bezruchu spowodowanym szokiem. Ja pisnęłam i starałam się zakryć moje piersi, lecz na marne gdyż miałam unieruchomione ręce.
Czułam się wolna, ale byłam też onieśmielona, bo widziało mnie właśnie dwóch chłopaków nago i nadal są ze mną w jednym pomieszczeniu, a ja jestem przymocowana do łóżka kajdankami. Jestem strasznie wdzięczna Justinowi, że zabrał ze mnie Liama. Nim cokolwiek zrobiłam poczułam łzy spływające wzdłuż moich policzków, później szyi.
Zostałam praktycznie zgwałcona, a nie miałam oparcia. Nie miałam nikogo do kogo mogłabym się przytulić. Mi już nikt nie został. A teraz jestem światkiem jak Justin bije się z Liamem.

Justin’s POV
Przecież wiem, że ona miała wizję. Okłamała mnie. Pieprzona suka. W chwili gdy ją przezwałem poczułem ściskanie w żołądku. Wcale nie podobało mi się, że ją tak nazwałem. Ale i tak muszę z nią porozmawiać i z nią jechać do ojca. Muszę jej pilnować. Dla wyjaśnienia to Matt mi kazał.
Szybko wszedłem do mojego Range Rover’a, wiedząc, że dziewczyna wyszła ze szkoły już jakiś czas temu. Odpaliłem papierosa, dusząc nim moje obawy. Jak mam być szczery to Cassie jest niezła i coś mnie w niej pociąga. Drzwi do jej domu były otwarte i już wiedziałem że coś jest nie tak.
Nie wiem dlaczego, ale zacząłem biec przez alejkę prowadzącą do jej domu. Czułem w sercu coraz większy strach lecz szybko go ugasiłem by pozostać twardym. Wleciałem do domu, a potem poszło łatwo przebiegłem przez schody po dwa schodki na raz. Taaaak, byłem dość wysportowany.
Nie wiedziałem który pokój był jej, niemalże biegnąc sprawdzałem wszystkie pomieszczenia po kolei w długim korytarzu, gdy nagle usłyszałem czyiś płacz. Płacz dziewczyny. Cassie.
Otworzyłem ostatnie drzwi po prawej i widok jaki zobaczyłem przeraził mnie bardziej niż bym się tego spodziewał. Myślałem, że to niemożliwe, że to dzieje się tylko w filmach i w książkach dla kobiet marzących o wielkiej miłości, ale dosłownie krew w moich żyłach zastygła. To co zobaczyłem poruszyło moim sercem, jeszcze nic tak na mnie nie zadziałało.
Przykuta do łóżka leżała prawie naga Cass, a na niej leżał chłopak, Liam. Znałem go gdyż ostatnio jest mi winien sporą sumę pieniędzy. Dziewczyna zapłakała.
 – Zamknij się – warknął Liam i zakrył brutalnie swoją dłonią usta Cassie.
I to mnie otrzeźwiło..
 – Zostaw ją – nim zorientowałem się słowa te opuściły me wściekłe usta. Cóż… to bardzo proste dwa wyrazy, które bardziej mi pasowały do jakiejś hiszpańskiej telenoweli, ale ok. Liam miał mnie oczywiście w dupie.
 – Justin! Pomóż mi!  - Cass zakwiliła przez wielką brudną dłoń na jej malutkiej twarzy, a  we mnie się aż zagotowało.
 – Już kochanie – Czeekaaaj… Kochanie? No cóż jakoś tak wyszło.
 – Po moim trupie – znów zawarczał Liam i szybkim ruchem ręki rozerwał stanik Cassie.
Już się nie kontrolowałem i gdy tylko dziewczyna zaczęła się wić, by jakoś się zakryć, ja rzuciłem się i praktycznie zerwałem z niej Liama. Zacząłem okładać go pięściami, oberwałem parę razy naprawdę mocno, ale w tym momencie liczyła się dla mnie tylko Cass i jej bezpieczeństwo.
Gdy Liam stracił siły i już nie atakował, zaciągnąłem go za nogi na dół i zostawiłem na werandzie domu, byłem praktycznie pewny, że za pięć minut już go tam nie będzie. Szybko znalazłem się z powrotem w pokoju Cassie, a jej widok złamał mi serce.
Ona leżała z podkulonymi nogami na środku łóżka, nadal prawie naga, gdyż była unieruchomiona, cicho szlochała i trzęsła się. Powoli doszłem do łóżka by jej nie wystraszyć, lekko usiadłem koło malutkiej postaci, a Cass po prostu krzyknęła i odskoczyła na drugi koniec łóżka, przynajmniej się starała – kajdanki. I w tej chwili dotarło do mnie co się stało i, że jej trauma zostanie prawdopodobnie już do końca jej życia, które wcale nie było takie różowe. Musiałem działać szybko, by choć trochę ją uspokoić.
Najszybciej jak mogłem wstałem i pokonałem odległość dzielącą nas po czym odczepiłem kajdanki od jej szczupłych rączek i od razu czule wcisnąłem ją w moje ramiona.
 – Nie! – krzyczała i odpychała mnie – Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie! – płakała jeszcze bardziej niż na początku, a jej słowy były bardzo chaotyczne.
 – Ciii. Skarbie to ja, Justin. Już nic ci nie grozi, jesteś bezpieczna. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. – Zacząłem szeptać delikatnie do jej ucha, kołysząc ją w tył i w przód.
Do Cassie jakby dotarły moje słowa i mocno wtuliła się we mnie szepcząc moje imię jakby to była modlitwa. Delikatnie zacząłem ją głaskać po splątanych włosach i nakryłem jej ciało białą kołdrą, a jej szloch zaczął powoli opuszczać jej drżące ciało. Oczywiście już wcześniej zauważyłem jej okrągłe, kremowe piersi, perfekcja. Ale o nie był czas na moje hormony.
 – Nie zostawisz mnie, prawda? – cichutko zapytała, podnosząc swoją głowę by na mnie spojrzeć, opuchniętymi od płaczu ślicznymi niebieskimi oczkami.
 – Nigdy. Nie opuszczę cię choćby na krok. – obiecałem jej po czym ucałowałem jej lekko czerwony nosek, dodając tym samym otuchy.
Ona tylko delikatnie wtuliła się w mój tors i po dziesięciu minutach byłem już pewny, że śpi. Wstałem, odkładając ją na bok starając się jej nie budzić, gdyż  nadal leżała na mnie. Cicho podeszłem do jej szafy i zacząłem ją pakować do mojej torby, którą wcześniej wziąłem z samochodu. Może znam ją krótko, ale wiem, że nie odpuści wizyty u swojego ojca. Wrzuciłem jakieś dwie koszulki i spodnie. Ja, wspaniało myślny, oczywiście spakowałem się wcześniej.
To co powiedziałem wcześniej było prawdą, nie zostawię jej, już byłem tego pewny.
**********

Przepraszam za tak długą przerwę. 
Proszę o komentarze, gdyż to bardzo motywuje do pracy ;)
PS Rozdział niesprawdzony. 
Jutro wszystkich powiadomię o rozdziale.

Czytasz = Komentujesz

środa, 4 grudnia 2013

INFORMACJA

Witajcie kochani <3
Bardzo was przepraszam za dużą przerwę jaką zrobiłam na blogu. Mój były komputer nie otwierał mi programów do pisania,a ja zazwyczaj rozdział piszę od tygodnia czasu do 14 dni. Dzisiaj dostałam nowy laptop, więc do dwóch tygodni powinien pojawić się nowy rozdział. Jeszcze raz przepraszam za te opóźnienie i postaram się już do takiego nie dopuścić ;)

Wasza:
@Baby_Hate_You xx (twitter)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 2

Cień Wspomnień

  „Nie wiedziałam co mam zrobić, co mam powiedzieć. Temat ojca dręczył mnie co noc, a teraz dostałam szansę by zakończyć to raz na zawsze. Czy upadłam aż tak  nisko by zabić z nienawiści?”

Obudziłam się z wielkim bólem głowy, ponieważ osoby które miały mnie „dostarczyć” do domu zrobiły to dość brutalnie. Na wspomnienie minionej nocy aż poczułam lekki uścisk w żołądku, co wcale nie było przyjemne. Choć byłam zadowolona z siebie za wyciągnięcie kilku informacji od tych dwóch moich „porywaczy”. Co prawda nie było tego dużo, ale już wiem z kim mam do czynienia. Pewnie to niektórych nie zdziwi lecz Matt, bo tak nazywa się czterdziestoletni zabójca mojej matki, nie jest z mafii. No cóż, on po prostu chce zabić mojego ojca i „pracuje” na własną rękę , a jego jedynym współpracownikiem jest Justin Bieber, chłopak od tatuaży. Dowiedziałam się jednej konkretnej rzeczy : w czym zawinił mój ojciec.
Z zawiłej opowieści Matta wiem, że on i mój ojciec kiedyś handlowali narkotykami. Gdy policja nakryła ich w starym magazynie na przygotowywaniu towaru mój ojciec zaczął się bronić. Wybronił się lecz z nerwów przypadkowo zwalił winę na Matta, który potem przez pięć lat wspominał to wydarzenie w więzieniu.
Wczoraj ustaliliśmy, a raczej ONI zdecydowali, że spotkamy się w piątek, a do tego czasu muszę się zdecydować czy chcę im pomóc. Martwiłam się tym bardzo choć do TEGO dnia było dużo czasu, a mianowicie trzy dni.
Z rozmyślań wyciągnął mnie irytujący odgłos budzika. Nawet nie siadając wyciągnęłam rękę i zrzuciłam przedmiot z szafki nocnej. Brawo Cassie, pozbyłaś się swojego wroga numer 1. Powoli usiadłam na łóżku i z rozdrażnieniem przeczesałam włosy ręką. Powinno się zabić osobę która wymyśliła, że do szkoły chodzi się w „środku nocy”. Ba! Powinno się skazać na dożywocie kretyna który wymyślił szkołę. Zgadliście, nie przepadam za szkołą, choć to mało powiedziane ja jej po prostu kurewsko nienawidzę!
Przestając użalać się nad sobą wstałam i idąc do łazienki wyciągnęłam z szafki czystą koronkową bieliznę i świeże ubrania. Weszłam pod prysznic, odkręciłam kurki po czym namydliłam ciało różanym żelem tworząc pianę. Spłukałam pozostałości płynu i jeszcze przez jakiś czas stałam pod gorącą wodą oczyszczając swoje ciało z wczorajszego dnia. Gdy poczułam się już lepiej wyszłam z kabiny i owinęłam się szczelnie miętowym ręcznikiem. Szybko wykonałam poranne czynności, ubrałam się, nałożyłam lekki makijaż jedynie mocno podkreśliłam oczy eyelinerem  i łapiąc w pośpiechu czarną torbę z książkami, wybiegłam z pokoju. Zbiegłam po schodach do salonu, a stamtąd skierowałam się do kuchni. Torbę odłożyłam na tak zwanej wyspie i podeszłam do lodówki by wyciągnąć mleko. Podeszłam do szafki i…
 - Kurwa! – zaklęłam gdy okazało się, że nie ma moich ulubionych płatków.
Byłam zmuszona zjeść musli mamy. Momentalnie do oczu napłynęły mi łzy które szybko otarłam wewnętrzną stroną dłoni. Jak już zauważyliście nie opłakuję bardzo śmierci mamy, bo wiem, że chciałaby abym była szczęśliwa, a nie żebym ryczała non stop i wyglądała jak bym zaliczyła bardzo bliskie spotkanie ze ścianą.
Zrobiłam sobie śniadanie i w trybie natychmiastowym je zjadłam. Bardzo widać, że się spieszę? Zabrałam ze stołu telefon i kluczę idąc do przedpokoju. Założyłam buty i otworzyłam drzwi. W moją skórę uderzyło ciepłe lecz świeże powietrze, które zawdzięczałam położeniu mojego domu, który został otoczony wysokimi drzewami. Zamknęłam drzwi i zaczęłam iść krótką alejką ciągnącą się przez „park”.
Gdy już wyszłam na ulicę przyspieszyłam kroku. Na jezdni nie było ani jednego samochodu, a ludzie byli pochowani w domach. W sumie to im się nie dziwię, bo kto normalny wstaje przed ósmą?
Nagle coś jakby mnie pociągnęło i poczułam jak upadam. Zrozumiałam. Zostałam „wciągnięta” do innej rzeczywistości.
Widziałam mojego ojca w biurze, a na około niego krążyło mnóstwo czarnych cieni. Wiedziałam, że one wróżyły coś bardzo złego, tylko co? Przez ułamek sekundy jeden z cieni przysunął się do ręki mężczyzny powodując ból na jego nadgarstku. Jakson, bo tak miał na imię mój ojciec, cicho syknął dotykając bolącego miejsca. Zdziwiony rozejrzał się po pomieszczeniu, by zaraz krzyknąć pod wpływem silnych odczuć biorących się z dotyku cienia na skórze w miejscu gdzie znajduje się serce.
- Cassie – ktoś mną potrząsną – Cassie! – teraz to już krzyknął do mojego ucha seksownie zachrypnięty głos, lecz ja dalej nie dawałam znaków życia – Casandra!
Powoli uniosłam powieki, a oczy rozszerzyły mi się na widok…Justina. Szybko zorientowałam się, że on mnie podtrzymuje, bo nogi mam jak z waty.
 - W porządku ? – spytał z…troską? Nie. To nie możliwe, nie on. Chociaż wczoraj okazał mi trochę…troski. Ciężko mi to przez gardło przechodzi.
 - T-tak. J-ja tylko potknęłam się i upadłam – zaczęłam się jąkać wymyślając szybko jakieś kłamstwo.
Patrzyłam chwilę na niego próbując wyłapać coś z jego oczu, ale chyba to łyknął. Szybko zdjęłam z siebie jego ręce, ale wstając zakręciło mi się w głowie i gdyby nie on pewnie leżała bym jak długa na środku ulicy. Cicho się zaśmiał i podprowadził mnie do samochodu, którego wcześniej nie zauważyłam.
- Podrzucić cię do szkoły? – zapytał i się do mnie wyszczerzył. Zapomniałam dodać chyba najważniejsze informacji: Justin chodzi do mojej szkoły.
 - Nie dzięki, poradzę sobie. Ostatnim razem jak mnie podrzucałeś to coś ci jakby nie wyszło – powiedziałam sarkastycznie. Taaak jak podwiózł mnie z Mattem wczoraj do domu miałam opaskę na oczach i jak wysiadałam z auta to walnęłam się o gałąź drzewa, stąd ten poranny ból głowy. Justin skrzywił się na chwilę przypominając sobie tamten wieczór, ale po chwili jego bezczelny uśmiech znów wpełzł na jego seksowną buźkę. Ooo tak, nie będę kłamać on był cholernie przystojnym chłopakiem, chyba najlepszym „towarem” w naszej szkole.
 - Nie wydaje mi się żebyś dała radę – odpowiedział, a resztę mojej wcześniejszej wypowiedzi po prostu olał.
 - Ale… - najwyraźniej nie dane było mi skończyć.
  - Nie ma żadnego „ale” – przerwał mi i ,praktycznie, siłą wrzucił mnie na fotel pasażera.
Poddałam się i zapięłam pas, a on zdążył okrążyć auto i wsiadł na miejsce kierowcy. Ruszyliśmy. Jeżeli Justin liczył na rozmowę to się przeliczył. Zaczęłam zastanawiać się nad wizją, która miała miejsce zaledwie pięć minut temu. Co to mogło oznaczać? Na razie nie wiem, ale się dowiem. Takie myśli towarzyszyły mi przez całą drogę do szkoły. Nim się obejrzałam, samochód stanął pod budynkiem z czerwonej cegły.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Przez całą drogę milczeliśmy, a teraz wypadało by się pożegnać czy coś w tym stylu.
 - Dziękuję – mruknęłam cicho.
 - Nie ma za co – odpowiedział szybko.
Wzięłam głęboki oddech i odpięłam pas. Już chciałam wyjść gdy nagle ręka Justina wylądowała na moim podbródku przekręcając moją głowę w jego stronę. Przybliżył usta do mojego ucha, a ja czując jego gorący oddech zadrżałam.
 - Do zobaczenia w piątek, nie zapomnij – wyszeptał prosto do mojego ucha i delikatnie je pocałował, a mnie przeszły dreszcze.
Justin cofnął się puszczając mnie i wychodząc. Ja jeszcze przez chwilkę siedziałam zaskoczona i lekko wystraszona. Ocknęłam się i opuściłam samochód najszybciej jak się da. Szłam szybko przez szkolny parking, a wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie. Wiedziałam dlaczego. Justin był typem chłopaka, który przeleciał chyba wszystkie dziewczyny w szkole, które były warte jego „cennej” uwagi. Więc dlaczego ON zainteresował się moją osobą?
Swoją drogą ciekawe czy nauczyciele wiedzieli jak Justin zarabia. Wchodząc do budynku zostałam napadnięta przez „wściekłą wiewiórkę”, a mianowicie chodziło o moją przyjaciółkę Lily. Dlaczego wściekła? Bo ona nigdy mnie normalnie nie przywitała tylko się na mnie rzuca. Dlaczego wiewiórka? Bo ona jest ruda.
 - Yo suko! – Lily jak zwykle się ze mną przywitała.
 - Hej dziwko! – tak samo kulturalnie odpowiedziałam na jej przywitanie
Po tym wzięłyśmy się pod ręce kierując się korytarzem w stronę sali od fizyki. Moja szkoła jest jak każde normalne liceum, właśnie mijamy jakąś parę , która praktycznie gwałci się na ławkach w klasie w której drzwi są otwarte, a koło nich jest kółeczko gapiów. Cóż może to jest lekcja fizyki i jesteśmy w sali od fizyki, ale oni to są CHYBA za bardzo zbliżeni „fizycznie”. Może dostaną szóstkę z projektu o sile TARCIA, jeżeli wicie o co mi chodzi.
 - Hej! Idźcie sobie do domu pornole oglądać bachory! – takim oto właśnie tekstem Lily pozbyła się „bachorów” abyśmy mogły spokojnie wejść do klasy.
Para trochę zwolniła swoje poczynania, na szczęście. Ufff . Tu są sami zboczeńcy.
 - Haalloo. Ziemia do Cassie! – krzyknęła mi do ucha moja kochana przyjaciółka. Czujecie sarkazm?
 - Przepraszam, zamyśliłam się – tak wybrnęłam z niezręcznej sytuacji.
 - Dobra, nieważne – Lil zrobiła przerwę i zaczęła swoją długą mowę – No więc Cass chcę iść na wyprzedaż do butiku, ale mam karę, więc jak moja mama się dowie, że ty idziesz to mnie na pewno puści… - już dalej nie chciałam słuchać, z resztą wiem, że dzisiaj nigdzie nie wyjdę, bo muszę dowiedzieć się o co chodzi z moim ojcem. Ostatnie co dotarło do mojego mózgu to – Cass. Proszę, proszę, proszę. Ja tak ładnie proszę – zrobiła oczy małego szczeniaczka.
 - Skarbie, dobrze wiesz, że to na mnie nie działa – powiedziałam ze śmiechem.
 - Cóż – zrobiła dramatyczną przerwę i słodką minkę – trudno próbowałam. Smutna poczłapała do swojej ławki i usiadła, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Sama poszłam do ławki pod oknem na końcu klasy i usiadłam. Zaczęłam myśleć o ojcu i o tym jaką krzywdę zrobił mi i mamie.
 - Przepraszam, ale moje miejsce jest zajęte. Mogę się dosiąść? – zapytał zachrypnięty głos tuż przy moim uchu. Justin.
 - Jasne – powiedziałam na wdechu i się wzdrygnęłam.
Znów zaczęłam myśleć o tacie. Tato – jak to dziwnie brzmi. Myślałam o przeszłości i o tym czy jestem w stanie jeszcze mu wybaczyć.
 - Możemy porozmawiać o tym co wydarzyło się rano? – spytał – przecież wiem, że się nie potknęłaś – o nie…
„Cienie przeszłości będą nas nękać aż do śmierci. Dlaczego? Bo one jak i ludzie wybaczają lecz nie zapominają.”



**********
Jak już widzicie jest 2 rozdział :)
Chciałabym was bardzo przeprosić za tak długą przerwę.
A teraz mam do was prośbę, bardzo bym chciała żebyście ocenili ten rozdział/opowiadanie w komentarzu. Ponieważ wasze opinie są dla mnie ważne i to właśnie one zachęcają mnie do pisania. :)
CZYTASZ =KOMENTUJESZ

niedziela, 21 lipca 2013

INFORMACJA

Przepraszam was.
Następny rozdział powinien pojawić się do tygodnia czasu. Przepraszam za tak długą przerwę, ale są wakacje i jak każdy, chcę trochę spędzić czasu ze znajomymi. Postaram się jak najszybciej dodać notkę :)
Chciała bym też was bardzo prosić o komentarze pod rozdziałami ponieważ one bardzo motywują do pisania. Dziękuję za chwile uwagi :*

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 1

Upadek


   "Czułam przeszywający ból w czaszce i nogach. Przed oczami latały mi kolorowe plamki, pasy i inne nieznane mi szlaczki. W głowie wirowały mi wszystkie myśli i obrazy z tego nieudanego wieczoru. Miałam przewidzenia bądź sny. Chyba, że to były te cholerne wizje, zorientowałam się, że to była właśnie jedna z nich. Nienawidzę tego! Wizja była bardzo wyraźna i taka....realistyczna.
   Widziałam siebie z pistoletem przy głowie. Moje myśli były jedną wielką plątaniną doznań i sprzecznych uczuć. Byłam ,lekko mówiąc, przerażona. Nie widziałam twarzy osoby która mi groziła, ale z pewnością był to młody chłopak, umięśniony i miał wiele tatuaży na lewej ręce.
   Po chwili wszystko się rozpłynęło, czułam lekkość w ciele, było mi bardzo przyjemnie. Miałam dziwne uczucie wchodzenia do własnej głowy, teraz miałam dostęp do wszystkich moich wspomnień, mogłam ich dotknąć i zajrzeć w nie głębiej. Niektóre były jakby schowane za zaparowaną szybą. Nie miałam do nich dostępu. Oglądałam moje życie od nowa jak film do momentu w którym znudziło mi się, no bo przecież już wiem co będzie dalej, wyszłam z mojej głowy. Znów byłam w tym cudownym stanie, latałam, byłam tak szczęśliwa jak nigdy dotąd. Nagle poczułam szarpnięcie, ale to nie wynikało z realnego świata tylko z mojej wyobraźni, która brutalnie sprowadziła mnie do mojego obolałego ciała."
* * *
    Obudziłam się na chodniku przed domem, moim domem. Moje na wpół otwarte oczy rejestrowały tylko ciemność, a do mojego zmysłu słuchu dochodził szmer liści, które były szarpane przez wiatr. Próbowałam poruszać dolną partią ciała, lecz nie miałam czucia w obu nogach. Czułam, że krążenie powoli wraca do moich kończyn. Głowa nadal mocno mnie bolała do tego doszły duże zawroty głowy, to pewnie przez uderzenie, pomyślałam. Nagle uświadomiłam sobie co naprawdę się stało, znów poczułam przypływ adrenaliny.
   Na podwórzu panowały przenikliwy chłód i ciemności, w których jedyne światło dawał księżyc w pełni i miliony złotych gwiazd. Chropowata powierzchnia chodnika pod moimi plecami sprawiała ból na mojej delikatnej skórze. Próbowałam wsłuchać się w ciszę i wyłapać jakieś dźwięki, sygnalizujące obecność osób trzecich. Nic. Nie było słychać nic.
   Powoli uniosłam swoje ciało do pozycji siedzące uważając na bolące miejsca. Lekko ruszając szyją rozejrzałam po otaczającej mnie rzeczywistości i prawie krzyknęłam. Zaledwie metr ode mnie ,na trawie, leżało ciało.
   Wstałam chwiejąc się i potykając podeszłam do leżącej, ciemnej postaci, lekko przewracając ją na plecy. Gwałtownie wypuściłam powietrze, które wcześniej nieświadomie wstrzymywałam, do moich oczu napłynęły, zaczęły sączyć się z moich oczu, płynąc po nosie, policzkach i brodzie, by potem swobodnie spływać w dół po mojej rozgrzanej szyi.
   Przede mną rozciągał się obraz jak z najstraszniejszych horrorów, nie byłam fanką śmierci, bądź widzenia ludzi martwych, więc ten obraz przeraził mnie dwa razy bardziej niż powinien. Wiedza, że ta postać, kobieta, bo to z pewnością była kobieta, co poznałam po budowie ciała, że ona jeszcze dziś rano prowadziła spokojne życie nie wiedząc co ją jeszcze tego dnia czeka. Ona jeszcze kilka godzin temu żyła, ta myśl była okropna. Fakt, że niewinni ludzie są mordowani napawał mnie przerażeniem i nienawiścią do tych potocznie zwanych zabójcami, mordercami. Dla mnie byli pustymi ludźmi którzy ewidentnie nie wiedzieli jakie życie było cenne, chociaż sami bali się śmierci.
   Ciało rozciągnięte przede mną było całe zakrwawione, a brudne od ziemi i krwi włosy tworzyły czarną zasłonę na twarzy kobiety, całkowicie zakrywając ją. Odgarnęłam ręką brązowe włosy, które były takie same jak moje. Miałam złe przeczucia co do postaci leżącej koło mnie, w głębi duszy wiedziałam już kto to jest, ale moja świadomość ukrywała ten fakt przede mną z obawy o moją, już bardzo delikatną, psychikę. Miałam nadzieję, że jednak się mylę i to nie jest ONA, to nie ta o której myślę i to nie TA za którą oddałabym życie. Kolejna fala łez i sprzecznych uczuć zalała moje ciało gdy rozpoznałam twarz swojej mamy...
* * *
   Powoli otrząsnęłam się z szoku i jeszcze raz przyjrzałam się znajomej twarzy. Tak, to była ONA, to ta dzięki której JESTEM, ona mnie urodziła. Przypomniałam sobie wszystkie szczęśliwe chwile z nią spędzone, które były takie miłe właśnie dzięki niej. Widziałam mnie razem z nią w parku, jak kąpaliśmy się latem w jeziorze, jak co niedzielę razem chodziliśmy na lody truskawkowe. Byłam w tedy małą dziewczynką, lecz pamiętam jakby było to wczoraj. Widziałam jak przytulała mnie do swojego serca gdy płakałam jak ojciec odchodził, było to jak miałam zaledwie sześć lat, odejście taty było prawdziwym ciosem w serce. Pamiętam jak po tym zdarzeniu załamałam się nie chciałam jeść, wychodzić z domu, nawet rzadko wychodziłam z mojego pokoju. W tej ciężkiej sytuacji i w wielu innych to zawsze ONA była ze mną i mnie pocieszała.
   Wstałam i ledwo utrzymałam się na nogach, które się trzęsły. Wiedziałam tylko jedno: muszę zadzwonić na policję. Muszę ją pomścić. Zaczęłam przemieszczać się w stronę drzwi wejściowych nie robiąc przy tym hałasu. Sunęłam lekko chodnikiem gdy na drodze stanął mi ON, chłopak z wizji... Znów zostałam uderzona w głowę po czym zemdlałam.
* * *
   I co? I co!? I nic! Nie było żadnego miłego i lekkiego stanu, po prostu obudziłam się na twardym krześle z czymś zimnym przy głowie, mogę się założyć, że był to pistolet. Czemu się nie dziwię? Bo miałam wizję. Czemu się nie boję? No kurde nie wiem czemu się nie bałam! Może jestem jakaś psychiczna? A może to z powodu ciepłej ręki napastnika ,która przytrzymywała mnie za ramię, było mi z nią przyjemnie, stop! – zganiłam się w myślach. Przecież ten facet trzymał przy mojej głowie pistolet ,a ja miałam zbereźne myśli z NIM w roli głównej? Myślałam też o jego ciepłej ręce dotykającej mojej wrażliwej skóry, przy której czułam się bezpiecznie. BEZPIECZNIE!? Ze mną naprawdę jest coś nie tak!
   Siedziałam na drewnianym krześle co nie było szczytem wygody, ale się nie dziwiłam w końcu mnie porwali, co podkreślał fakt, że byłam przywiązana.               Szorstkie sznurki opinały moje nadgarstki i kostki, ręce miałam ułożone w nieprzyjemnej pozycji, za krzesłem. Usta miałam zaklejone taśmą. Próbowałam rozejrzeć się po otoczeniu, ale momentalnie chłopak pociągnął mnie za włosy ,do tyłu.
 - Nie ruszaj się – warknął prosto do mojego ucha, a jego głos był wrogi. Odruchowo chciałam wyswobodzić moje włosy z jego żelaznego uścisku, lecz pogorszyłam tym swoją sytuację. Usłyszałam ciche kliknięcie obok mojej głowy – odbezpieczył pistolet, chłopak z powrotem umieścił rękę na moim ramieniu i mocno ścisnął – Albo nie będziesz się ruszać albo cię zastrzelę – znowu warknął tym razem groźniej, ale jego ton wskazywał na to, że chciał już mieć mnie z głowy, a to nie brzmiało dla mnie dobrze.
   Usłyszałam kroki których dźwięk dochodził z prawej strony, chłopak też je usłyszał co rozpoznałam po tym jak jego mięśnie się naprężyły. W cieniu ujrzałam zarys postaci, budowa jego ciała podpowiedziała mi że to właśnie jego widziałam w pokoju mojej mamy zanim zostałam uderzana w głowę prawdopodobnie przez chłopaka ,który właśnie powiedział ,że mnie zastrzeli. Znowu wydawało mi się, że go znam, ale to tylko moje odczucie. Postać w końcu podeszła do delikatnego światła które dawała mała żarówka zawieszona dosłownie nade mną. Mogłam przyjrzeć się jego twarzy. Miał czarne krótko obcięte włosy, ciemno brązowe oczy, które błyszczały złością, usta zaciśnięte w poziomą kreskę i prosty nos. Facet miał mniej więcej czterdzieści lat.
 - Bieber! Uważaj na nią. Jest cenna – odezwał się oschłym głosem do chłopaka…. Biebera. Przyjrzał mi się uważnie i podszedł. Złapał mój podbródek i przekręcił moją głowę najpierw w prawo potem w lewo, przyglądał się mi czym mnie przerażał. Lekko się odsunął i uśmiechnął do mnie – Jak już zauważyłaś to spotkanie nie jest specjalnie dla ciebie miłe, ale jeżeli będziesz współpracować to może się zmienić. – Przerwał na chwilę po czym znowu zaczął – Nie będę owijał w bawełnę. Potrzebuję cię do mojego planu, w którym zamierzam wyczyścić sejfy pewnego człowieka po czym go zabić. To nazwijmy KARĄ za nie posłuszeństwo w stosunku do mnie. W zamian , gdy mój plan dobiegnie końca z powodzeniem, puszczę cię wolno i już nigdy mnie nie zobaczysz … Chyba że chcesz skończyć jak swoja matka.
Przez chwilę rozmyślałam nad znaczeniem słów które do mnie wypowiedział, a jego ostatnie zdanie po prostu mnie WKURWIŁO. Po co mam mu pomagać skoro zabił mi matkę. Po co mam mu dawać tą satysfakcję. Do czego mam wracać skoro nie mam rodziny. Ale nurtowało mnie jedno pytanie.
 - Kim jest człowiek który ci się naraził? – Zapytałam drżącym głosem. Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego jak bardzo byłam przerażona i zdenerwowana.
 - Myślę, że moja odpowiedź może ci się nie spodobać , albo wręcz odwrotnie – zrobił dramatyczną pauzę – tym człowiekiem jest twój ojciec…

   "Nie wiedziałam co mam zrobić, co mam powiedzieć. Temat ojca dręczył mnie co noc, a teraz dostałam szansę by zakończyć to raz na zawsze. Czy upadłam aż tak  nisko by zabić z nienawiści?”



CZYTASZ = KOMENTUJESZ 
+ przepraszam za błędy

niedziela, 23 czerwca 2013

Prolog

   Słyszę szmery. Trzask. Otworzyłam z przestrachem oczy i podciągnęłam się do pozycji siedzącej, uważnie rozglądając się po pokoju. Było ciemno, bardzo ciemno. Znów usłyszałam głosy, tym razem wyraźniejsze. Coś lub ktoś, kto znajdował się w domu, musiał dojść już do pietra, wzdrygnęłam się. Czułam rosnący strach w moich żyłach, miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, ale to pewnie z powodu filmów kryminalnych, które co piątek oglądam i mojej wybujałej wyobraźni. Byłam wierną fanką horrorów i filmów akcji lecz jeżeli przeżyję dzisiejszą noc skończę z tym, dla własnego dobra i dla dobra moich nerwów.
   Wolno zsunęłam się z łóżka, założyłam moje białe puchate kapcie i szlafrok. Uważając, by się nie potknąć w ciemności, podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. Drzwi otworzyły się z cichym kliknięciem, a ja jeszcze przez chwilę stałam w bezruchu przez emocje szalejące niczym burza w moim ciele.
   Cicho i dyskretnie wyszłam na korytarz na którym panował mrok. Nie zapalając świateł, by uniknąć zwrócenia na siebie uwagi, czego nie chciałam, powoli zaczęłam sunąć w ciemnościach do pokoju matki. Znałam ten dom od urodzenia więc brak świateł nie był przeszkodą do celu do którego dążyłam. Strach przed znalezieniem mnie był tak duży, że cały czas nieświadomie zaciskałam między zębami moją dolna wargę.
   Drzwi były lekko uchylone, co mnie przestraszyło, mama nigdy nie zostawiała otwartych drzwi. Lekko pchnęłam śliskie drewno, moim oczom ukazało się puste łoże rodzicielki, napawało mnie to strachem o życie najważniejszej osoby w moim życiu. Okno w pokoju było otwarte, a biała firanka ozdobiona haftowanymi różami swobodnie powiewała na wietrze niczym flaga.
   Usłyszałam ciężkie kroki za sobą i wymawiając w duchu modlitwę z przerażeniem odwróciłam się w stronę z której dobiegał dźwięk. Nagle serce stanęło mi w gardle, a ręce zacisnęłam w pięści tak mocno, że nadgarstki mi pobielały. Ciemna sylwetka stała teraz tylko metr ode mnie, skądś znałam tą budowę ciała, ale za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć skąd. To dosyć śmieszne, że w tak poważnej sytuacji byłam w stanie kląć.

   Osobą stojącą przede mną z pewnością był wysoki mężczyzna, w ręku trzymał coś srebrnego. Nóż. Chciałam zacząć krzyczeć, gdy nagle koś uderzył mnie z tyłu głowy. Czarne plamki zawirowały mi przed oczami za nim zemdlałam. Wspólnik nieproszonego gościa nie zadał już drugiego ciosu...