– Justin
– powiedziałam trochę przestraszona – ja
naprawdę się przewróciłam…
– Czy ty
masz mnie za idiotę? – zapytał zirytowany.
Człowieku! Liżesz się ostro z każdą napotkaną na
drodze dziwką nie wiedząc co miała pięć minut wcześniej w ustach. Szczerze? Tak
Justin uważam cię za idiotę – oczywiście nie powiedziałam moich przemyśleń na głos.
– Justin –
westchnęłam już trochę zdenerwowana – posłuchaj…
– Nie! To ty posłuchaj. Miałaś wizję, prawda?!
– krzyknął szeptem wiedząc, że jesteśmy na lekcji. Kurwa! Nie nauczył cię nikt szacunku chłopczyku!? Damom się nie przerywa! Kurwa! Co mam mu powiedzieć? Już mam dość, ja się
nie prosiłam o taki obrót zdarzeń, do jasnej cholery!
– Tak! Tak,
Justin masz rację. Miałam wizję – nie wytrzymałam i jedna łza opuściła moje
oko. Szybko uniosłam dłoń do mojej twarzy i lekko otarłam policzek z wody.
Justin już
otwierał usta by coś powiedzieć lecz uratował mnie dzwonek na przerwę. To się nazywa szczęście! Prawie jak w
filmie! Jak najszybciej wybiegłam z
klasy, idąc korytarzem w stronę stołówki wpadłam na Lily.
– Co się
stało? Wyglądasz jak byś zobaczyła, pieprzącą się parę gejów na środku sali… W
sumie to geje są słodcy – Lily wyśpiewała.
– Ah. Lily
dzięki za opis mojego wyglądu, jak zwykle jesteś najbardziej taktowną osobą –
warknęłam z sarkazmem.
– Oj
skarbie, nie histeryzuj. Zaraz będziesz wyglądać jak człowiek. Wystarczy żebyś
zmieniła troszkę wyraz twarzy – odpowiedziała ruda z uśmiechem na twarzy. Przysięgam, że jeżeli ona się nie zamknie to naślę na nią Justina
i zapłacę mu z podwójnie.
– Spadaj! –
krzyknęłam gdy ta się już trochę oddaliła. Odwróciłam się i przez przypadek
wpadłam na wysokiego chłopaka.
– Um. J-ja przepraszam nie widziałam…
– Spokojnie niunia – skrzywiłam się gdy mnie
tak nazwał – jestem Liam – wyciągnął do mnie rękę, którą niepewnie uścisnęłam.
– Cassie –
szepnęłam. To nie był chłopak typu „chodzący sex” jak, np.: Justin (mam nadzieję, że nie powiedziałam tego na głos), tylko Liam miał w sobie coś dzięki czemu czułam strach w jego
obecności.
– Nie bój
się kochanie – czyżby przejrzał mnie na wylot? Pociągnął mnie stanowczo do
siebie za rękę, której wcześniej nie puścił.
Czułam nie
przyjemne ciepło bijące z jego ciała, które przebiło się przez moją koszulkę.
Próbowałam wydostać się z jego uścisku, ale był zbyt silny. Przecież nie może
mi nic zrobić, nie tutaj, jesteśmy w szkole.
– Zostaw ją! – usłyszałam głos który o dziwo
mnie uspokoił.
***
Do końca
lekcji miałam już spokój z Liamem, ale obrazy z bijatyki między nim a Justinem
dalej krążyły po mojej głowie. „Chodzący sex” oczywiście wygrał bójkę, bo jakim
cudem płatny morderca miałby przegrać z chłopakiem ze szkoły? No jakim cudem?! Po prostu to nie możliwe. Oczywiście
byłam wdzięczna Justinowi za uratowanie
mi życia i mojej błony dziewiczej… Chyba trochę przegięłam z tym życiem, ale
przynajmniej moja dziewczęcość jest cała.
Po lekcjach
poszłam do mojej szafki, wpisałam kod i ją otworzyłam. Przejrzałam się w
lusterku myśląc o wydarzeniach tego dnia po czym włożyłam do szafki nie
potrzebne książki i gdy miałam już zamykać drzwiczki moją uwagę przykuła
wypadająca kartka papieru. Podniosłam papier z ziemi i lekko rozprostowałam
jego krańce.
Przeczytałam wiadomość jeszcze kilka razy, gdy w końcu zrozumiałam kto był nadawcą tego listu.„ Jeszcze z tobą nie skończyłem. Do zobaczenia w krótce.~L”
Westchnęłam
zirytowana nachalnością chłopaka, zamknęłam szafkę i wyszłam przed szkołę.
Miałam złe przeczucia, zupełnie nie wiem dlaczego. Czułam się źle jakby coś
miało się wydarzyć, miałam uczucie zaciśniętego paska na mojej piersi. Pierwszy
raz coś takiego czuję, zazwyczaj zamiast mieć takie przeczucia miewałam wizje,
a teraz
ni chuja, 0 wizji. Szłam tak jeszcze dobre 20 minut, nie ukrywam nie spieszyłam się, gdy w końcu doszłam do linii drzew otaczających mój dom,
otworzyłam szeroko oczy i usta. Pewnie
wyglądam jak jakaś idiotka, ale to nie jest teraz ważne. Drzwi od mojego domu pyły otwarte tak mocno, że zewnętrzna ich
strona dotykała ściany obok. No Dżizys,
przecież jestem pewna, że zamknęłam drzwi. Aż takiej sklerozy to ja nie mam. Czułam narastający strach, gdy moje żyły pulsowały w
przerażeniu. Po staniu tak przez pięć
minut, jak słup soli, doszło do mnie co mógł oznaczać liścik z mojej szafki. Czy ludzie nie widzą mojego złego stanu psychicznego? Muszą mnie
jeszcze zastraszać, grozić i nachodzić?! Dzięki, po prostu dziękuję – wyczujcie
sarkazm.
Powoli zaczęłam
przemieszczać się w stronę domu, sprawdzając w myślach moje drzewo
genealogiczne, mając nadzieję, że to jakaś dalsza rodzina. Może mamusia jeszcze żyje. Może incydent z wczoraj wcale nie miał
miejsca. STOP. Cass nie możesz myśleć w ten sposób, przecież to nie jest
możliwe. Hmmmmm czy mówienie o sobie w trzeciej osobie jest bardzo niegrzeczne?
Rozmyślałam tak aż doszłam do schodków prowadzących
na ‘patio’ i do otwartych drzwi. Delikatnie zaczęłam wchodzić na górę,
wstrzymując oddech, by być jak najciszej. Pociągnęłam lekko za klamkę, a drzwi,
skrzypiąc jak w horrorach, otworzyły się. Powoli lecz stanowczo weszłam w głąb
korytarza prowadzącego do salonu. Podchodząc do pokoju zachłysnęłam się
napięciem wywołanym przez strach. W pomieszczeniu wszystko wyglądało jakby
przeszedł tu jakiś ogromny huragan. Kartki, chusteczki i inne tego typu rzeczy
były, wyrzucone z szuflad i szafek, lądując na podłodze. Szklany stolik był
wywrócony do góry nogami, natomiast krzesła stały połamane przy ścianie.
Podeszłam do dużego i solidnego drewnianego stołu pod oknem i ujrzawszy na nim
mojego iPhona od razu po niego sięgnęłam. Na telefonie wyświetlała się strona
kontaktów, zapisując nowego rozmówcę – Liam. Przyłożyłam dłoń do ust nie
wiedząc co zrobić, z moich oczu poleciały słonawe łzy.
– Witaj kochanie
– moje ciało spięło się pod wpływem niechcianego, znajomego głosu. –
Spodziewałem się Ciebie, ale nie wiedziałem że ujrzę cię tak szybko.
Usłyszałam
za sobą donośne kroki, których dźwięk przyprawił mnie o drżenie ciała.
– Boisz się mnie? – Zapytał bez emocji w
głosie. Nie mogłam go rozgryźć. – Odpowiedz – warknął z wyczuwalną irytacją.
Prędzej
wyczułam niż usłyszałam go za sobą. Czułam złowrogie zimno bijące od Liama. Nie
podobało mi się to. Bardzo. Czy się boję? Bardzo. Znowu to słowo. Zdaje się, że w filmach powtarzanie się jakiś
zwrotów to nie jest dobry znak. Muszę uważać.
– Nie – skłamałam.
– Nie oszukuj mnie, bo to się może dla ciebie
gorzej skończyć – powiedział dość przesłodzonym głosem. – Lubię straszyć takie
małe, głupie i niby niewinne dziewczynki jak ty. – W co on gra?
– Odwróć się – ohhh wróciliśmy do Liama:
jestem-zły-będę-warczał-jestem-rozwcieczonym-niedźwiedziem-mam-trujący-bluszcz-w-dupie.
Wolno.
Jak najwolniej zaczęłam się odwracać do niego. Wstrzymywałam oddech na wszelki
wypadek, a powieki miałam zaciśnięte. Tsaaaa, ja byłam oazą spokoju – wyczujcie
tu sarkazm. Nie wierzę, że to wszystko się dzieje. Po prostu mój świat od
niedawna zaczął się walić. To nie jest przeznaczenie to jest fatum. Ja już nie
wierzę w szczęście, widzę tylko siebie za parę lat jako samotnego, smutnego,
opuszczonego i z wyrwanym sercem człowieka. Moje pytanie, które pojawia się
ostatnio bardzo często w moich myślach:Dlaczego ja?
Chyba nawet jest program z takim tytułem… Hmmm może zgłoszę się tam na casting,
oczywiście pod warunkiem, że przeżyję tą dobę.
– Dobra dziewczynka – powiedział z zadowolonym
uśmieszkiem Liam gdy się w końcu odwróciłam – A teraz klęknij.
Co ten
palant chce abym zrobiła?! Mam przed nim klęczeć?! No coś mi się nie wydaje. Pamiętam jak
po przeczytaniu „Pięćdziesiąt twarzy Grey’a” i następnych części tej książki,
darłam się na szkolnym korytarzu ‘Anastasia na kolana!’. Tak. Ja mam zrytą
banię. Już miałam
się mu postawić, gdy zmroził mnie swoim wzrokiem. Mówię poważnie gdyby wzrokiem
można było zabijać to leżałabym już tu martwa. Delikatnie osunęłam się przed
nim na ziemię, nawet nie zauważyłam jak do mnie podszedł.
– Bardzo dobrze – powiedział pedofilskim
głosem – a teraz mam zamiar odegrać się na kim kogo zapewne dobrze znasz.
O co mu do
jasnej cholery chodzi? A może raczej o kogo? Może on ma jakieś urojenia… Przez chwilę patrzył na mnie z góry, po czym mocno pociągnął z
moje włosy, sprawiając, że pisnęłam cieniutkim głosem i odchyliłam głowę. Rzeczywiście jak w Grey’u.
– Będę Cię pieprzył tak, że nie będziesz mogła
chodzić przez miesiąc. – Zachłysnęłam
się własną śliną na jego słowa.
Liam mocniej
pociągnął za moje włosy, stawiając mnie na nogi. Przycisnął mnie do swojego
ciała i mocno klepnął mnie w pośladek. Czyżby był
BDSM? Pociągnął mnie za rękę i
oczywiście włosy i poprowadził po schodach do mojego pokoju. Jeszcze trochę, a stracę moje dzieci, które pielęgnuję od lat.
Oczywiście mówię o włosach, bo na matkę to ja nie wyglądam. Moje ciało całe drżało z napięcia i strachu. Może to głupie bo
nikt by tego nie chciał, ale to właśnie czuję ‘Nie chcę być zgwałcona’.
Rzucił mnie
na łóżko na co krzyknęłam z bólu, gdyż zrobił to tak mocno, że w moje ciało
wbiły się sprężyny. Liam spoliczkował mnie.
– Cisza – krzyknął.
Zaczął mnie
brutalnie całować w usta, lecz nie oddawałam pocałunków, zaciskając usta w
cienką linie. Mocno ścisnął moją prawa pierś, że aż poczułam jego paznokcie
wpijające się w moją skórę przez stanik i cieniutki materiał bluzeczki.
Krzyknęłam, na ból jaki spowodował, więc Liam mógł spokojnie wsunąć język do
mich ust. Jeszcze raz z cisnął moją pierś lecz teraz zakwiliłam gdyż moje usta
były zajęte przez Liama, a ja nie chciałam znowu poczuć tego bólu.Nawet nie
zarejestrowałam tego jak chłopak uniósł moją rękę nad moją głowę i mocno
zaciskając, chyba, kajdanki na niej, przyczepił ją do ramy mojego łóżka. To
samo zrobił z drugą ręką. To było już za wiele. Zaczęłam go kopać.
– Co ty do chuja robisz?! – ryknął gdy
kopnęłam go w krocze – Przestań, albo zabiję cię szybciej niż bym chciał.
Zadrżałam na
jego słowa i natychmiast przestałam się ruszać. Może się boję, ale chcę jeszcze
żyć, chociaż tego do końca nie jestem pewna.
Może gdybym tak zniknęła nikt by nie zauważył.
Może tam gdziekolwiek trafię będzie mi lepiej. Może nikt nie będzie tęsknił.
Przecież ja już nie mam nikogo. Może gdy znowu zacznę go kopać w końcu mnie
zabije i będzie miał mnie z głowy. A moja dusza nie będzie musiała już
cierpieć.
Gdy wróciłam
do rzeczywistości nie miałam już na sobie bluzki , a Liam brał się już za
rozpinanie moich spodni. Mój zdrowy rozsądek wrócił i zaczęłam na nowo się
szarpać, kopać i wić pod nie ustępliwym ciałem chłopaka. Powtarzałam sobie cały
czas. Nie chcę być zgwałcona. Nie chcę
być zgwałcona… Ale to nic nie dało, bo moje starania spłynęły po
Liamie niczym woda. Byłam już bez spodni. Zaczęłam krzyczeć, ale znów to nic
nie dało.
– Zamknij się! – Liam zakrył mi dłonią usta.
Już
straciłam jakąkolwiek nadzieję, a ponoć nadzieja umiera ostatnia, więc jestem
już martwa.
– Zostaw ją! – z drzwi dobiegł mnie znajomy
głos. Justin. Liam uśmiechnął się krzywo, pokazując, że ma go w dupie.
– Justin!
Pomóż mi! – zakwiliłam przez rękę chłopaka na mojej twarzy.
– Już kochanie
- powiedział Justin. Chwila…
Kochanie? Może to
głupie, ale się zarumieniłam.
– Po moim trupie – warknął Liam. I nim ktoś z
nas się zorientował rozerwał mój stanik na co od razu zaczęłam krzyczeć oraz
się wyrywać.
Gdy Justin
tylko to zauważył od razu z ciągnął ze mnie Liama, bo przez ostatnie trzy
minuty trwał w bezruchu spowodowanym szokiem. Ja pisnęłam i starałam się zakryć
moje piersi, lecz na marne gdyż miałam unieruchomione ręce.
Czułam się
wolna, ale byłam też onieśmielona, bo widziało mnie właśnie dwóch chłopaków
nago i nadal są ze mną w jednym pomieszczeniu, a ja jestem przymocowana do
łóżka kajdankami. Jestem strasznie wdzięczna Justinowi, że zabrał ze mnie
Liama. Nim cokolwiek zrobiłam poczułam łzy spływające wzdłuż moich policzków,
później szyi.
Zostałam
praktycznie zgwałcona, a nie miałam oparcia. Nie miałam nikogo do kogo mogłabym
się przytulić. Mi już nikt nie został. A teraz jestem światkiem jak Justin bije
się z Liamem.
Justin’s POV
Przecież
wiem, że ona miała wizję. Okłamała mnie. Pieprzona suka. W chwili gdy ją
przezwałem poczułem ściskanie w żołądku. Wcale nie podobało mi się, że ją tak
nazwałem. Ale i tak muszę z nią porozmawiać i z nią jechać do ojca. Muszę jej
pilnować. Dla wyjaśnienia to Matt mi kazał.
Szybko
wszedłem do mojego Range Rover’a, wiedząc, że dziewczyna wyszła ze szkoły już
jakiś czas temu. Odpaliłem papierosa, dusząc nim moje obawy. Jak mam być
szczery to Cassie jest niezła i coś mnie w niej pociąga. Drzwi do jej domu były
otwarte i już wiedziałem że coś jest nie tak.
Nie wiem
dlaczego, ale zacząłem biec przez alejkę prowadzącą do jej domu. Czułem w sercu
coraz większy strach lecz szybko go ugasiłem by pozostać twardym. Wleciałem do
domu, a potem poszło łatwo przebiegłem przez schody po dwa schodki na raz. Taaaak, byłem dość wysportowany.
Nie
wiedziałem który pokój był jej, niemalże biegnąc sprawdzałem wszystkie
pomieszczenia po kolei w długim korytarzu, gdy nagle usłyszałem czyiś płacz.
Płacz dziewczyny. Cassie.
Otworzyłem
ostatnie drzwi po prawej i widok jaki zobaczyłem przeraził mnie bardziej niż
bym się tego spodziewał. Myślałem, że to niemożliwe, że to dzieje się tylko w
filmach i w książkach dla kobiet marzących o wielkiej miłości, ale dosłownie
krew w moich żyłach zastygła. To co zobaczyłem poruszyło moim sercem, jeszcze
nic tak na mnie nie zadziałało.
Przykuta do
łóżka leżała prawie naga Cass, a na niej leżał chłopak, Liam. Znałem go gdyż
ostatnio jest mi winien sporą sumę pieniędzy. Dziewczyna zapłakała.
– Zamknij się – warknął Liam i zakrył
brutalnie swoją dłonią usta Cassie.
I to mnie
otrzeźwiło..
– Zostaw ją – nim zorientowałem się słowa te
opuściły me wściekłe usta. Cóż… to bardzo proste dwa wyrazy, które bardziej mi
pasowały do jakiejś hiszpańskiej telenoweli, ale ok. Liam miał mnie oczywiście
w dupie.
– Justin! Pomóż mi! - Cass zakwiliła przez wielką brudną dłoń na
jej malutkiej twarzy, a we mnie się aż
zagotowało.
– Już kochanie – Czeekaaaj… Kochanie? No cóż
jakoś tak wyszło.
– Po moim trupie – znów zawarczał Liam i szybkim
ruchem ręki rozerwał stanik Cassie.
Już się nie
kontrolowałem i gdy tylko dziewczyna zaczęła się wić, by jakoś się zakryć, ja
rzuciłem się i praktycznie zerwałem z niej Liama. Zacząłem okładać go
pięściami, oberwałem parę razy naprawdę mocno, ale w tym momencie liczyła się
dla mnie tylko Cass i jej bezpieczeństwo.
Gdy Liam
stracił siły i już nie atakował, zaciągnąłem go za nogi na dół i zostawiłem na
werandzie domu, byłem praktycznie pewny, że za pięć minut już go tam nie
będzie. Szybko znalazłem się z powrotem w pokoju Cassie, a jej widok złamał mi
serce.
Ona leżała z
podkulonymi nogami na środku łóżka, nadal prawie naga, gdyż była
unieruchomiona, cicho szlochała i trzęsła się. Powoli doszłem do łóżka by jej
nie wystraszyć, lekko usiadłem koło malutkiej postaci, a Cass po prostu
krzyknęła i odskoczyła na drugi koniec łóżka, przynajmniej się starała –
kajdanki. I w tej chwili dotarło do mnie co się stało i, że jej trauma zostanie
prawdopodobnie już do końca jej życia, które wcale nie było takie różowe. Musiałem działać szybko, by choć trochę ją uspokoić.
Najszybciej
jak mogłem wstałem i pokonałem odległość dzielącą nas po czym odczepiłem
kajdanki od jej szczupłych rączek i od razu czule wcisnąłem ją w moje ramiona.
– Nie! – krzyczała i odpychała mnie – Zostaw
mnie! Nie dotykaj mnie! – płakała jeszcze bardziej niż na początku, a jej słowy
były bardzo chaotyczne.
– Ciii. Skarbie to ja, Justin. Już nic ci nie
grozi, jesteś bezpieczna. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. – Zacząłem szeptać
delikatnie do jej ucha, kołysząc ją w tył i w przód.
Do Cassie
jakby dotarły moje słowa i mocno wtuliła się we mnie szepcząc moje imię jakby
to była modlitwa. Delikatnie zacząłem ją głaskać po splątanych włosach i
nakryłem jej ciało białą kołdrą, a jej szloch zaczął powoli opuszczać jej
drżące ciało. Oczywiście
już wcześniej zauważyłem jej okrągłe, kremowe piersi, perfekcja. Ale o nie był
czas na moje hormony.
– Nie zostawisz mnie, prawda? – cichutko
zapytała, podnosząc swoją głowę by na mnie spojrzeć, opuchniętymi od płaczu
ślicznymi niebieskimi oczkami.
– Nigdy. Nie opuszczę cię choćby na krok. –
obiecałem jej po czym ucałowałem jej lekko czerwony nosek, dodając tym samym
otuchy.
Ona tylko
delikatnie wtuliła się w mój tors i po dziesięciu minutach byłem już pewny, że
śpi. Wstałem, odkładając ją na bok starając się jej nie budzić, gdyż nadal leżała na mnie. Cicho podeszłem do jej
szafy i zacząłem ją pakować do mojej torby, którą wcześniej wziąłem z
samochodu. Może znam ją
krótko, ale wiem, że nie odpuści wizyty u swojego ojca. Wrzuciłem jakieś dwie koszulki i spodnie. Ja, wspaniało myślny, oczywiście spakowałem się wcześniej.
To co
powiedziałem wcześniej było prawdą, nie zostawię jej, już byłem tego pewny.
**********
Przepraszam za tak długą przerwę.
Proszę o komentarze, gdyż to bardzo motywuje do pracy ;)
PS Rozdział niesprawdzony.
Jutro wszystkich powiadomię o rozdziale.
Czytasz = Komentujesz


