Liczba wyświetleń

niedziela, 23 czerwca 2013

Prolog

   Słyszę szmery. Trzask. Otworzyłam z przestrachem oczy i podciągnęłam się do pozycji siedzącej, uważnie rozglądając się po pokoju. Było ciemno, bardzo ciemno. Znów usłyszałam głosy, tym razem wyraźniejsze. Coś lub ktoś, kto znajdował się w domu, musiał dojść już do pietra, wzdrygnęłam się. Czułam rosnący strach w moich żyłach, miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, ale to pewnie z powodu filmów kryminalnych, które co piątek oglądam i mojej wybujałej wyobraźni. Byłam wierną fanką horrorów i filmów akcji lecz jeżeli przeżyję dzisiejszą noc skończę z tym, dla własnego dobra i dla dobra moich nerwów.
   Wolno zsunęłam się z łóżka, założyłam moje białe puchate kapcie i szlafrok. Uważając, by się nie potknąć w ciemności, podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. Drzwi otworzyły się z cichym kliknięciem, a ja jeszcze przez chwilę stałam w bezruchu przez emocje szalejące niczym burza w moim ciele.
   Cicho i dyskretnie wyszłam na korytarz na którym panował mrok. Nie zapalając świateł, by uniknąć zwrócenia na siebie uwagi, czego nie chciałam, powoli zaczęłam sunąć w ciemnościach do pokoju matki. Znałam ten dom od urodzenia więc brak świateł nie był przeszkodą do celu do którego dążyłam. Strach przed znalezieniem mnie był tak duży, że cały czas nieświadomie zaciskałam między zębami moją dolna wargę.
   Drzwi były lekko uchylone, co mnie przestraszyło, mama nigdy nie zostawiała otwartych drzwi. Lekko pchnęłam śliskie drewno, moim oczom ukazało się puste łoże rodzicielki, napawało mnie to strachem o życie najważniejszej osoby w moim życiu. Okno w pokoju było otwarte, a biała firanka ozdobiona haftowanymi różami swobodnie powiewała na wietrze niczym flaga.
   Usłyszałam ciężkie kroki za sobą i wymawiając w duchu modlitwę z przerażeniem odwróciłam się w stronę z której dobiegał dźwięk. Nagle serce stanęło mi w gardle, a ręce zacisnęłam w pięści tak mocno, że nadgarstki mi pobielały. Ciemna sylwetka stała teraz tylko metr ode mnie, skądś znałam tą budowę ciała, ale za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć skąd. To dosyć śmieszne, że w tak poważnej sytuacji byłam w stanie kląć.

   Osobą stojącą przede mną z pewnością był wysoki mężczyzna, w ręku trzymał coś srebrnego. Nóż. Chciałam zacząć krzyczeć, gdy nagle koś uderzył mnie z tyłu głowy. Czarne plamki zawirowały mi przed oczami za nim zemdlałam. Wspólnik nieproszonego gościa nie zadał już drugiego ciosu...  

3 komentarze:

  1. Nie ma na szczęście błędów. W sumie czytając, od razu chcę więcej. Serio. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuuu.....fajne ,już nie mogę się doczekać pierwszego rozdziału <3
    Zaciekawiłaś mnie ,a to naprawdę trudno jest zrobić :D

    OdpowiedzUsuń