Upadek
"Czułam przeszywający ból w czaszce i nogach. Przed oczami latały mi kolorowe plamki, pasy i inne nieznane mi szlaczki. W głowie wirowały mi wszystkie myśli i obrazy z tego nieudanego wieczoru. Miałam przewidzenia bądź sny. Chyba, że to były te cholerne wizje, zorientowałam się, że to była właśnie jedna z nich. Nienawidzę tego! Wizja była bardzo wyraźna i taka....realistyczna.* * *
Widziałam siebie z pistoletem przy głowie. Moje myśli były jedną wielką plątaniną doznań i sprzecznych uczuć. Byłam ,lekko mówiąc, przerażona. Nie widziałam twarzy osoby która mi groziła, ale z pewnością był to młody chłopak, umięśniony i miał wiele tatuaży na lewej ręce.
Po chwili wszystko się rozpłynęło, czułam lekkość w ciele, było mi bardzo przyjemnie. Miałam dziwne uczucie wchodzenia do własnej głowy, teraz miałam dostęp do wszystkich moich wspomnień, mogłam ich dotknąć i zajrzeć w nie głębiej. Niektóre były jakby schowane za zaparowaną szybą. Nie miałam do nich dostępu. Oglądałam moje życie od nowa jak film do momentu w którym znudziło mi się, no bo przecież już wiem co będzie dalej, wyszłam z mojej głowy. Znów byłam w tym cudownym stanie, latałam, byłam tak szczęśliwa jak nigdy dotąd. Nagle poczułam szarpnięcie, ale to nie wynikało z realnego świata tylko z mojej wyobraźni, która brutalnie sprowadziła mnie do mojego obolałego ciała."
Obudziłam się na chodniku przed domem, moim domem. Moje na wpół otwarte oczy rejestrowały tylko ciemność, a do mojego zmysłu słuchu dochodził szmer liści, które były szarpane przez wiatr. Próbowałam poruszać dolną partią ciała, lecz nie miałam czucia w obu nogach. Czułam, że krążenie powoli wraca do moich kończyn. Głowa nadal mocno mnie bolała do tego doszły duże zawroty głowy, to pewnie przez uderzenie, pomyślałam. Nagle uświadomiłam sobie co naprawdę się stało, znów poczułam przypływ adrenaliny.
Na podwórzu panowały przenikliwy chłód i ciemności, w których jedyne światło dawał księżyc w pełni i miliony złotych gwiazd. Chropowata powierzchnia chodnika pod moimi plecami sprawiała ból na mojej delikatnej skórze. Próbowałam wsłuchać się w ciszę i wyłapać jakieś dźwięki, sygnalizujące obecność osób trzecich. Nic. Nie było słychać nic.
Powoli uniosłam swoje ciało do pozycji siedzące uważając na bolące miejsca. Lekko ruszając szyją rozejrzałam po otaczającej mnie rzeczywistości i prawie krzyknęłam. Zaledwie metr ode mnie ,na trawie, leżało ciało.
Wstałam chwiejąc się i potykając podeszłam do leżącej, ciemnej postaci, lekko przewracając ją na plecy. Gwałtownie wypuściłam powietrze, które wcześniej nieświadomie wstrzymywałam, do moich oczu napłynęły, zaczęły sączyć się z moich oczu, płynąc po nosie, policzkach i brodzie, by potem swobodnie spływać w dół po mojej rozgrzanej szyi.
Przede mną rozciągał się obraz jak z najstraszniejszych horrorów, nie byłam fanką śmierci, bądź widzenia ludzi martwych, więc ten obraz przeraził mnie dwa razy bardziej niż powinien. Wiedza, że ta postać, kobieta, bo to z pewnością była kobieta, co poznałam po budowie ciała, że ona jeszcze dziś rano prowadziła spokojne życie nie wiedząc co ją jeszcze tego dnia czeka. Ona jeszcze kilka godzin temu żyła, ta myśl była okropna. Fakt, że niewinni ludzie są mordowani napawał mnie przerażeniem i nienawiścią do tych potocznie zwanych zabójcami, mordercami. Dla mnie byli pustymi ludźmi którzy ewidentnie nie wiedzieli jakie życie było cenne, chociaż sami bali się śmierci.
Ciało rozciągnięte przede mną było całe zakrwawione, a brudne od ziemi i krwi włosy tworzyły czarną zasłonę na twarzy kobiety, całkowicie zakrywając ją. Odgarnęłam ręką brązowe włosy, które były takie same jak moje. Miałam złe przeczucia co do postaci leżącej koło mnie, w głębi duszy wiedziałam już kto to jest, ale moja świadomość ukrywała ten fakt przede mną z obawy o moją, już bardzo delikatną, psychikę. Miałam nadzieję, że jednak się mylę i to nie jest ONA, to nie ta o której myślę i to nie TA za którą oddałabym życie. Kolejna fala łez i sprzecznych uczuć zalała moje ciało gdy rozpoznałam twarz swojej mamy...
* * *
Powoli otrząsnęłam się z szoku i jeszcze raz przyjrzałam się znajomej twarzy. Tak, to była ONA, to ta dzięki której JESTEM, ona mnie urodziła. Przypomniałam sobie wszystkie szczęśliwe chwile z nią spędzone, które były takie miłe właśnie dzięki niej. Widziałam mnie razem z nią w parku, jak kąpaliśmy się latem w jeziorze, jak co niedzielę razem chodziliśmy na lody truskawkowe. Byłam w tedy małą dziewczynką, lecz pamiętam jakby było to wczoraj. Widziałam jak przytulała mnie do swojego serca gdy płakałam jak ojciec odchodził, było to jak miałam zaledwie sześć lat, odejście taty było prawdziwym ciosem w serce. Pamiętam jak po tym zdarzeniu załamałam się nie chciałam jeść, wychodzić z domu, nawet rzadko wychodziłam z mojego pokoju. W tej ciężkiej sytuacji i w wielu innych to zawsze ONA była ze mną i mnie pocieszała.
Wstałam i ledwo utrzymałam się na nogach, które się trzęsły. Wiedziałam tylko jedno: muszę zadzwonić na policję. Muszę ją pomścić. Zaczęłam przemieszczać się w stronę drzwi wejściowych nie robiąc przy tym hałasu. Sunęłam lekko chodnikiem gdy na drodze stanął mi ON, chłopak z wizji... Znów zostałam uderzona w głowę po czym zemdlałam.
* * *
I co? I co!? I nic! Nie było żadnego miłego i lekkiego stanu, po prostu obudziłam się na twardym krześle z czymś zimnym przy głowie, mogę się założyć, że był to pistolet. Czemu się nie dziwię? Bo miałam wizję. Czemu się nie boję? No kurde nie wiem czemu się nie bałam! Może jestem jakaś psychiczna? A może to z powodu ciepłej ręki napastnika ,która przytrzymywała mnie za ramię, było mi z nią przyjemnie, stop! – zganiłam się w myślach. Przecież ten facet trzymał przy mojej głowie pistolet ,a ja miałam zbereźne myśli z NIM w roli głównej? Myślałam też o jego ciepłej ręce dotykającej mojej wrażliwej skóry, przy której czułam się bezpiecznie. BEZPIECZNIE!? Ze mną naprawdę jest coś nie tak!
Siedziałam na drewnianym krześle co nie było szczytem wygody, ale się nie dziwiłam w końcu mnie porwali, co podkreślał fakt, że byłam przywiązana. Szorstkie sznurki opinały moje nadgarstki i kostki, ręce miałam ułożone w nieprzyjemnej pozycji, za krzesłem. Usta miałam zaklejone taśmą. Próbowałam rozejrzeć się po otoczeniu, ale momentalnie chłopak pociągnął mnie za włosy ,do tyłu.
- Nie ruszaj się – warknął prosto do mojego ucha, a jego głos był wrogi. Odruchowo chciałam wyswobodzić moje włosy z jego żelaznego uścisku, lecz pogorszyłam tym swoją sytuację. Usłyszałam ciche kliknięcie obok mojej głowy – odbezpieczył pistolet, chłopak z powrotem umieścił rękę na moim ramieniu i mocno ścisnął – Albo nie będziesz się ruszać albo cię zastrzelę – znowu warknął tym razem groźniej, ale jego ton wskazywał na to, że chciał już mieć mnie z głowy, a to nie brzmiało dla mnie dobrze.
Usłyszałam kroki których dźwięk dochodził z prawej strony, chłopak też je usłyszał co rozpoznałam po tym jak jego mięśnie się naprężyły. W cieniu ujrzałam zarys postaci, budowa jego ciała podpowiedziała mi że to właśnie jego widziałam w pokoju mojej mamy zanim zostałam uderzana w głowę prawdopodobnie przez chłopaka ,który właśnie powiedział ,że mnie zastrzeli. Znowu wydawało mi się, że go znam, ale to tylko moje odczucie. Postać w końcu podeszła do delikatnego światła które dawała mała żarówka zawieszona dosłownie nade mną. Mogłam przyjrzeć się jego twarzy. Miał czarne krótko obcięte włosy, ciemno brązowe oczy, które błyszczały złością, usta zaciśnięte w poziomą kreskę i prosty nos. Facet miał mniej więcej czterdzieści lat.
- Bieber! Uważaj na nią. Jest cenna – odezwał się oschłym głosem do chłopaka…. Biebera. Przyjrzał mi się uważnie i podszedł. Złapał mój podbródek i przekręcił moją głowę najpierw w prawo potem w lewo, przyglądał się mi czym mnie przerażał. Lekko się odsunął i uśmiechnął do mnie – Jak już zauważyłaś to spotkanie nie jest specjalnie dla ciebie miłe, ale jeżeli będziesz współpracować to może się zmienić. – Przerwał na chwilę po czym znowu zaczął – Nie będę owijał w bawełnę. Potrzebuję cię do mojego planu, w którym zamierzam wyczyścić sejfy pewnego człowieka po czym go zabić. To nazwijmy KARĄ za nie posłuszeństwo w stosunku do mnie. W zamian , gdy mój plan dobiegnie końca z powodzeniem, puszczę cię wolno i już nigdy mnie nie zobaczysz … Chyba że chcesz skończyć jak swoja matka.
Przez chwilę rozmyślałam nad znaczeniem słów które do mnie wypowiedział, a jego ostatnie zdanie po prostu mnie WKURWIŁO. Po co mam mu pomagać skoro zabił mi matkę. Po co mam mu dawać tą satysfakcję. Do czego mam wracać skoro nie mam rodziny. Ale nurtowało mnie jedno pytanie.
- Kim jest człowiek który ci się naraził? – Zapytałam drżącym głosem. Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego jak bardzo byłam przerażona i zdenerwowana.
- Myślę, że moja odpowiedź może ci się nie spodobać , albo wręcz odwrotnie – zrobił dramatyczną pauzę – tym człowiekiem jest twój ojciec…
"Nie wiedziałam co mam zrobić, co mam powiedzieć. Temat ojca dręczył mnie co noc, a teraz dostałam szansę by zakończyć to raz na zawsze. Czy upadłam aż tak nisko by zabić z nienawiści?”
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
+ przepraszam za błędy
ZAPRASZAM DO MNIE believeloverespectbieber.blogspot.com ♥
OdpowiedzUsuńŚwietne <33
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział ;]]
KURWA ZAJEBISTE I ZARAZ PRZECZYTAM <3
OdpowiedzUsuńWspaniałe ;***
OdpowiedzUsuń