Cień Wspomnień
„Nie wiedziałam co mam zrobić, co mam powiedzieć. Temat ojca dręczył mnie co noc, a teraz dostałam szansę by zakończyć to raz na zawsze. Czy upadłam aż tak nisko by zabić z nienawiści?”
Obudziłam
się z wielkim bólem głowy, ponieważ osoby które miały mnie „dostarczyć” do domu
zrobiły to dość brutalnie. Na wspomnienie minionej nocy aż poczułam lekki
uścisk w żołądku, co wcale nie było przyjemne. Choć byłam zadowolona z siebie
za wyciągnięcie kilku informacji od tych dwóch moich „porywaczy”. Co prawda nie
było tego dużo, ale już wiem z kim mam do czynienia. Pewnie to niektórych nie
zdziwi lecz Matt, bo tak nazywa się czterdziestoletni zabójca mojej matki, nie
jest z mafii. No cóż, on po prostu chce zabić mojego ojca i „pracuje” na własną
rękę , a jego jedynym współpracownikiem jest Justin Bieber, chłopak od tatuaży.
Dowiedziałam się jednej konkretnej rzeczy : w czym zawinił mój ojciec.
Z zawiłej
opowieści Matta wiem, że on i mój ojciec
kiedyś handlowali narkotykami. Gdy policja nakryła ich w starym magazynie na przygotowywaniu towaru mój ojciec zaczął się bronić. Wybronił się lecz z nerwów
przypadkowo zwalił winę na Matta, który potem przez pięć lat wspominał to
wydarzenie w więzieniu.
Wczoraj
ustaliliśmy, a raczej ONI zdecydowali, że spotkamy się w piątek, a do tego
czasu muszę się zdecydować czy chcę im pomóc. Martwiłam się tym bardzo choć do
TEGO dnia było dużo czasu, a mianowicie trzy dni.
Z rozmyślań
wyciągnął mnie irytujący odgłos budzika. Nawet nie siadając wyciągnęłam rękę i
zrzuciłam przedmiot z szafki nocnej. Brawo
Cassie, pozbyłaś się swojego wroga numer 1. Powoli usiadłam na łóżku i z
rozdrażnieniem przeczesałam włosy ręką. Powinno
się zabić osobę która wymyśliła, że do szkoły chodzi się w „środku nocy”. Ba!
Powinno się skazać na dożywocie kretyna który wymyślił szkołę. Zgadliście,
nie przepadam za szkołą, choć to mało powiedziane ja jej po prostu kurewsko
nienawidzę!
Przestając
użalać się nad sobą wstałam i idąc do łazienki wyciągnęłam z szafki czystą
koronkową bieliznę i świeże ubrania. Weszłam pod prysznic, odkręciłam kurki po
czym namydliłam ciało różanym żelem tworząc pianę. Spłukałam pozostałości płynu
i jeszcze przez jakiś czas stałam pod gorącą wodą oczyszczając swoje ciało z
wczorajszego dnia. Gdy poczułam się już lepiej wyszłam z kabiny i owinęłam się
szczelnie miętowym ręcznikiem. Szybko wykonałam poranne czynności, ubrałam się,
nałożyłam lekki makijaż jedynie mocno podkreśliłam oczy eyelinerem i łapiąc w pośpiechu czarną torbę z książkami,
wybiegłam z pokoju. Zbiegłam po schodach do salonu, a stamtąd skierowałam się
do kuchni. Torbę odłożyłam na tak zwanej wyspie i podeszłam do lodówki by
wyciągnąć mleko. Podeszłam do szafki i…
-
Kurwa! – zaklęłam gdy okazało się, że nie ma moich ulubionych płatków.
Byłam
zmuszona zjeść musli mamy. Momentalnie do oczu napłynęły mi łzy które szybko
otarłam wewnętrzną stroną dłoni. Jak już zauważyliście nie opłakuję bardzo
śmierci mamy, bo wiem, że chciałaby abym
była szczęśliwa, a nie żebym ryczała non stop i wyglądała jak bym zaliczyła
bardzo bliskie spotkanie ze ścianą.
Zrobiłam
sobie śniadanie i w trybie natychmiastowym je zjadłam. Bardzo widać, że się spieszę? Zabrałam ze stołu telefon i kluczę
idąc do przedpokoju. Założyłam buty i otworzyłam drzwi. W moją skórę uderzyło
ciepłe lecz świeże powietrze, które zawdzięczałam położeniu mojego domu, który
został otoczony wysokimi drzewami. Zamknęłam drzwi i zaczęłam iść krótką alejką
ciągnącą się przez „park”.
Gdy
już wyszłam na ulicę przyspieszyłam kroku. Na jezdni nie było ani jednego
samochodu, a ludzie byli pochowani w domach. W sumie to im się nie dziwię, bo kto normalny wstaje przed ósmą?
Nagle coś
jakby mnie pociągnęło i poczułam jak upadam. Zrozumiałam. Zostałam „wciągnięta”
do innej rzeczywistości.
Widziałam
mojego ojca w biurze, a na około niego krążyło mnóstwo czarnych cieni. Wiedziałam, że one wróżyły coś bardzo złego, tylko co? Przez ułamek sekundy jeden z cieni
przysunął się do ręki mężczyzny powodując ból na jego nadgarstku. Jakson, bo
tak miał na imię mój ojciec, cicho syknął dotykając bolącego miejsca. Zdziwiony
rozejrzał się po pomieszczeniu, by zaraz krzyknąć pod wpływem silnych odczuć biorących się z dotyku cienia na skórze w miejscu gdzie znajduje się serce.
- Cassie –
ktoś mną potrząsną – Cassie! – teraz to już krzyknął do mojego ucha seksownie
zachrypnięty głos, lecz ja dalej nie dawałam znaków życia – Casandra!
Powoli
uniosłam powieki, a oczy rozszerzyły mi się na widok…Justina. Szybko zorientowałam
się, że on mnie podtrzymuje, bo nogi mam jak z waty.
- W porządku ? – spytał z…troską? Nie. To nie
możliwe, nie on. Chociaż wczoraj okazał mi trochę…troski. Ciężko mi to przez
gardło przechodzi.
- T-tak. J-ja tylko potknęłam się i upadłam –
zaczęłam się jąkać wymyślając szybko jakieś kłamstwo.
Patrzyłam
chwilę na niego próbując wyłapać coś z jego oczu, ale chyba to łyknął. Szybko
zdjęłam z siebie jego ręce, ale wstając zakręciło mi się w głowie i gdyby nie
on pewnie leżała bym jak długa na środku ulicy. Cicho się zaśmiał i
podprowadził mnie do samochodu, którego wcześniej nie zauważyłam.
-
Podrzucić cię do szkoły? – zapytał i się do mnie wyszczerzył. Zapomniałam dodać
chyba najważniejsze informacji: Justin chodzi do mojej szkoły.
- Nie dzięki, poradzę sobie. Ostatnim razem
jak mnie podrzucałeś to coś ci jakby nie wyszło – powiedziałam sarkastycznie. Taaak
jak podwiózł mnie z Mattem wczoraj do domu miałam opaskę na oczach i jak
wysiadałam z auta to walnęłam się o gałąź drzewa, stąd ten poranny ból głowy.
Justin skrzywił się na chwilę przypominając sobie tamten wieczór, ale po chwili
jego bezczelny uśmiech znów wpełzł na jego seksowną buźkę. Ooo tak, nie będę
kłamać on był cholernie przystojnym chłopakiem, chyba najlepszym „towarem” w
naszej szkole.
- Nie wydaje mi się żebyś dała radę –
odpowiedział, a resztę mojej wcześniejszej wypowiedzi po prostu olał.
- Ale… - najwyraźniej nie dane było mi
skończyć.
- Nie ma żadnego „ale” – przerwał mi i
,praktycznie, siłą wrzucił mnie na fotel pasażera.
Poddałam
się i zapięłam pas, a on zdążył okrążyć auto i wsiadł na miejsce kierowcy.
Ruszyliśmy. Jeżeli Justin liczył na rozmowę to się przeliczył. Zaczęłam
zastanawiać się nad wizją, która miała miejsce zaledwie pięć minut temu. Co to mogło oznaczać? Na razie nie wiem,
ale się dowiem. Takie myśli towarzyszyły mi przez całą drogę do szkoły. Nim
się obejrzałam, samochód stanął pod budynkiem z czerwonej cegły.
Nie
wiedziałam co mam powiedzieć. Przez całą drogę milczeliśmy, a teraz wypadało by
się pożegnać czy coś w tym stylu.
- Dziękuję – mruknęłam cicho.
-
Nie ma za co – odpowiedział szybko.
Wzięłam
głęboki oddech i odpięłam pas. Już chciałam wyjść gdy nagle ręka Justina
wylądowała na moim podbródku przekręcając moją głowę w jego stronę. Przybliżył
usta do mojego ucha, a ja czując jego gorący oddech zadrżałam.
- Do zobaczenia w piątek, nie zapomnij –
wyszeptał prosto do mojego ucha i delikatnie je pocałował, a mnie przeszły
dreszcze.
Justin
cofnął się puszczając mnie i wychodząc. Ja jeszcze przez chwilkę siedziałam
zaskoczona i lekko wystraszona. Ocknęłam się i opuściłam samochód najszybciej
jak się da. Szłam szybko przez szkolny parking, a wszystkie spojrzenia były
skierowane na mnie. Wiedziałam dlaczego. Justin był typem chłopaka, który
przeleciał chyba wszystkie dziewczyny w szkole, które były warte jego „cennej”
uwagi. Więc dlaczego ON zainteresował
się moją osobą?
Swoją drogą
ciekawe czy nauczyciele wiedzieli jak Justin zarabia. Wchodząc do
budynku zostałam napadnięta przez „wściekłą wiewiórkę”, a mianowicie chodziło o
moją przyjaciółkę Lily. Dlaczego wściekła? Bo ona nigdy mnie normalnie nie
przywitała tylko się na mnie rzuca. Dlaczego wiewiórka? Bo ona jest ruda.
- Yo suko! – Lily jak zwykle się ze mną
przywitała.
- Hej dziwko! – tak samo kulturalnie
odpowiedziałam na jej przywitanie
Po
tym wzięłyśmy się pod ręce kierując się korytarzem w stronę sali od fizyki.
Moja szkoła jest jak każde normalne liceum, właśnie mijamy jakąś parę , która
praktycznie gwałci się na ławkach w klasie w której drzwi są otwarte, a koło
nich jest kółeczko gapiów. Cóż może to jest lekcja fizyki i jesteśmy w sali od
fizyki, ale oni to są CHYBA za bardzo zbliżeni „fizycznie”. Może dostaną
szóstkę z projektu o sile TARCIA, jeżeli wicie o co mi chodzi.
- Hej! Idźcie sobie do domu pornole oglądać
bachory! – takim oto właśnie tekstem Lily pozbyła się „bachorów” abyśmy mogły
spokojnie wejść do klasy.
Para
trochę zwolniła swoje poczynania, na szczęście. Ufff . Tu są sami zboczeńcy.
- Haalloo. Ziemia do Cassie! – krzyknęła mi do
ucha moja kochana przyjaciółka. Czujecie
sarkazm?
- Przepraszam, zamyśliłam się – tak wybrnęłam
z niezręcznej sytuacji.
- Dobra, nieważne – Lil zrobiła przerwę i
zaczęła swoją długą mowę – No więc Cass chcę iść na wyprzedaż do butiku, ale
mam karę, więc jak moja mama się dowie, że ty idziesz to mnie na pewno puści… -
już dalej nie chciałam słuchać, z resztą wiem, że dzisiaj nigdzie nie wyjdę, bo
muszę dowiedzieć się o co chodzi z moim ojcem. Ostatnie co dotarło do mojego
mózgu to – Cass. Proszę, proszę, proszę. Ja tak ładnie proszę – zrobiła oczy
małego szczeniaczka.
- Skarbie, dobrze wiesz, że to na mnie nie
działa – powiedziałam ze śmiechem.
- Cóż – zrobiła dramatyczną przerwę i słodką
minkę – trudno próbowałam. Smutna poczłapała do swojej ławki i usiadła, a ja
miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Sama poszłam do ławki pod oknem na końcu
klasy i usiadłam. Zaczęłam myśleć o ojcu i o tym jaką krzywdę zrobił mi i
mamie.
- Przepraszam, ale moje miejsce jest zajęte.
Mogę się dosiąść? – zapytał zachrypnięty głos tuż przy moim uchu. Justin.
- Jasne – powiedziałam na wdechu i się
wzdrygnęłam.
Znów
zaczęłam myśleć o tacie. Tato – jak to dziwnie brzmi. Myślałam o przeszłości i
o tym czy jestem w stanie jeszcze mu wybaczyć.
- Możemy porozmawiać o tym co wydarzyło się
rano? – spytał – przecież wiem, że się nie potknęłaś – o nie…
„Cienie przeszłości będą nas nękać aż do śmierci. Dlaczego? Bo one jak i ludzie wybaczają lecz nie zapominają.”
**********
Jak już widzicie jest 2 rozdział :)
Chciałabym was bardzo przeprosić za tak długą przerwę.
A teraz mam do was prośbę, bardzo bym chciała żebyście ocenili ten rozdział/opowiadanie w komentarzu. Ponieważ wasze opinie są dla mnie ważne i to właśnie one zachęcają mnie do pisania. :)
CZYTASZ =KOMENTUJESZ


To jest wspaniałe ;***
OdpowiedzUsuńNic dodać nic ująć ;**
Mam nadzieję, że następny rozdział będzie szybko :***
Jeśli się pojawi to pisz na maila: ela.95@o2.pl bardzo proszę
Napiszę do ciebie jak pojawi sie nowy rozdział :) napewno :*
UsuńJa Cię pogonię, kobieto :***
UsuńPS. Rozdział przeczytany. Sandra, znasz moją opinię i w ogóle nie potrzebujesz moich rad. :* Kocham Cię <3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! Bardzo mi się podoba to opowiadanie! @tekstynazgaszen
OdpowiedzUsuń