Liczba wyświetleń

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 2

Cień Wspomnień

  „Nie wiedziałam co mam zrobić, co mam powiedzieć. Temat ojca dręczył mnie co noc, a teraz dostałam szansę by zakończyć to raz na zawsze. Czy upadłam aż tak  nisko by zabić z nienawiści?”

Obudziłam się z wielkim bólem głowy, ponieważ osoby które miały mnie „dostarczyć” do domu zrobiły to dość brutalnie. Na wspomnienie minionej nocy aż poczułam lekki uścisk w żołądku, co wcale nie było przyjemne. Choć byłam zadowolona z siebie za wyciągnięcie kilku informacji od tych dwóch moich „porywaczy”. Co prawda nie było tego dużo, ale już wiem z kim mam do czynienia. Pewnie to niektórych nie zdziwi lecz Matt, bo tak nazywa się czterdziestoletni zabójca mojej matki, nie jest z mafii. No cóż, on po prostu chce zabić mojego ojca i „pracuje” na własną rękę , a jego jedynym współpracownikiem jest Justin Bieber, chłopak od tatuaży. Dowiedziałam się jednej konkretnej rzeczy : w czym zawinił mój ojciec.
Z zawiłej opowieści Matta wiem, że on i mój ojciec kiedyś handlowali narkotykami. Gdy policja nakryła ich w starym magazynie na przygotowywaniu towaru mój ojciec zaczął się bronić. Wybronił się lecz z nerwów przypadkowo zwalił winę na Matta, który potem przez pięć lat wspominał to wydarzenie w więzieniu.
Wczoraj ustaliliśmy, a raczej ONI zdecydowali, że spotkamy się w piątek, a do tego czasu muszę się zdecydować czy chcę im pomóc. Martwiłam się tym bardzo choć do TEGO dnia było dużo czasu, a mianowicie trzy dni.
Z rozmyślań wyciągnął mnie irytujący odgłos budzika. Nawet nie siadając wyciągnęłam rękę i zrzuciłam przedmiot z szafki nocnej. Brawo Cassie, pozbyłaś się swojego wroga numer 1. Powoli usiadłam na łóżku i z rozdrażnieniem przeczesałam włosy ręką. Powinno się zabić osobę która wymyśliła, że do szkoły chodzi się w „środku nocy”. Ba! Powinno się skazać na dożywocie kretyna który wymyślił szkołę. Zgadliście, nie przepadam za szkołą, choć to mało powiedziane ja jej po prostu kurewsko nienawidzę!
Przestając użalać się nad sobą wstałam i idąc do łazienki wyciągnęłam z szafki czystą koronkową bieliznę i świeże ubrania. Weszłam pod prysznic, odkręciłam kurki po czym namydliłam ciało różanym żelem tworząc pianę. Spłukałam pozostałości płynu i jeszcze przez jakiś czas stałam pod gorącą wodą oczyszczając swoje ciało z wczorajszego dnia. Gdy poczułam się już lepiej wyszłam z kabiny i owinęłam się szczelnie miętowym ręcznikiem. Szybko wykonałam poranne czynności, ubrałam się, nałożyłam lekki makijaż jedynie mocno podkreśliłam oczy eyelinerem  i łapiąc w pośpiechu czarną torbę z książkami, wybiegłam z pokoju. Zbiegłam po schodach do salonu, a stamtąd skierowałam się do kuchni. Torbę odłożyłam na tak zwanej wyspie i podeszłam do lodówki by wyciągnąć mleko. Podeszłam do szafki i…
 - Kurwa! – zaklęłam gdy okazało się, że nie ma moich ulubionych płatków.
Byłam zmuszona zjeść musli mamy. Momentalnie do oczu napłynęły mi łzy które szybko otarłam wewnętrzną stroną dłoni. Jak już zauważyliście nie opłakuję bardzo śmierci mamy, bo wiem, że chciałaby abym była szczęśliwa, a nie żebym ryczała non stop i wyglądała jak bym zaliczyła bardzo bliskie spotkanie ze ścianą.
Zrobiłam sobie śniadanie i w trybie natychmiastowym je zjadłam. Bardzo widać, że się spieszę? Zabrałam ze stołu telefon i kluczę idąc do przedpokoju. Założyłam buty i otworzyłam drzwi. W moją skórę uderzyło ciepłe lecz świeże powietrze, które zawdzięczałam położeniu mojego domu, który został otoczony wysokimi drzewami. Zamknęłam drzwi i zaczęłam iść krótką alejką ciągnącą się przez „park”.
Gdy już wyszłam na ulicę przyspieszyłam kroku. Na jezdni nie było ani jednego samochodu, a ludzie byli pochowani w domach. W sumie to im się nie dziwię, bo kto normalny wstaje przed ósmą?
Nagle coś jakby mnie pociągnęło i poczułam jak upadam. Zrozumiałam. Zostałam „wciągnięta” do innej rzeczywistości.
Widziałam mojego ojca w biurze, a na około niego krążyło mnóstwo czarnych cieni. Wiedziałam, że one wróżyły coś bardzo złego, tylko co? Przez ułamek sekundy jeden z cieni przysunął się do ręki mężczyzny powodując ból na jego nadgarstku. Jakson, bo tak miał na imię mój ojciec, cicho syknął dotykając bolącego miejsca. Zdziwiony rozejrzał się po pomieszczeniu, by zaraz krzyknąć pod wpływem silnych odczuć biorących się z dotyku cienia na skórze w miejscu gdzie znajduje się serce.
- Cassie – ktoś mną potrząsną – Cassie! – teraz to już krzyknął do mojego ucha seksownie zachrypnięty głos, lecz ja dalej nie dawałam znaków życia – Casandra!
Powoli uniosłam powieki, a oczy rozszerzyły mi się na widok…Justina. Szybko zorientowałam się, że on mnie podtrzymuje, bo nogi mam jak z waty.
 - W porządku ? – spytał z…troską? Nie. To nie możliwe, nie on. Chociaż wczoraj okazał mi trochę…troski. Ciężko mi to przez gardło przechodzi.
 - T-tak. J-ja tylko potknęłam się i upadłam – zaczęłam się jąkać wymyślając szybko jakieś kłamstwo.
Patrzyłam chwilę na niego próbując wyłapać coś z jego oczu, ale chyba to łyknął. Szybko zdjęłam z siebie jego ręce, ale wstając zakręciło mi się w głowie i gdyby nie on pewnie leżała bym jak długa na środku ulicy. Cicho się zaśmiał i podprowadził mnie do samochodu, którego wcześniej nie zauważyłam.
- Podrzucić cię do szkoły? – zapytał i się do mnie wyszczerzył. Zapomniałam dodać chyba najważniejsze informacji: Justin chodzi do mojej szkoły.
 - Nie dzięki, poradzę sobie. Ostatnim razem jak mnie podrzucałeś to coś ci jakby nie wyszło – powiedziałam sarkastycznie. Taaak jak podwiózł mnie z Mattem wczoraj do domu miałam opaskę na oczach i jak wysiadałam z auta to walnęłam się o gałąź drzewa, stąd ten poranny ból głowy. Justin skrzywił się na chwilę przypominając sobie tamten wieczór, ale po chwili jego bezczelny uśmiech znów wpełzł na jego seksowną buźkę. Ooo tak, nie będę kłamać on był cholernie przystojnym chłopakiem, chyba najlepszym „towarem” w naszej szkole.
 - Nie wydaje mi się żebyś dała radę – odpowiedział, a resztę mojej wcześniejszej wypowiedzi po prostu olał.
 - Ale… - najwyraźniej nie dane było mi skończyć.
  - Nie ma żadnego „ale” – przerwał mi i ,praktycznie, siłą wrzucił mnie na fotel pasażera.
Poddałam się i zapięłam pas, a on zdążył okrążyć auto i wsiadł na miejsce kierowcy. Ruszyliśmy. Jeżeli Justin liczył na rozmowę to się przeliczył. Zaczęłam zastanawiać się nad wizją, która miała miejsce zaledwie pięć minut temu. Co to mogło oznaczać? Na razie nie wiem, ale się dowiem. Takie myśli towarzyszyły mi przez całą drogę do szkoły. Nim się obejrzałam, samochód stanął pod budynkiem z czerwonej cegły.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Przez całą drogę milczeliśmy, a teraz wypadało by się pożegnać czy coś w tym stylu.
 - Dziękuję – mruknęłam cicho.
 - Nie ma za co – odpowiedział szybko.
Wzięłam głęboki oddech i odpięłam pas. Już chciałam wyjść gdy nagle ręka Justina wylądowała na moim podbródku przekręcając moją głowę w jego stronę. Przybliżył usta do mojego ucha, a ja czując jego gorący oddech zadrżałam.
 - Do zobaczenia w piątek, nie zapomnij – wyszeptał prosto do mojego ucha i delikatnie je pocałował, a mnie przeszły dreszcze.
Justin cofnął się puszczając mnie i wychodząc. Ja jeszcze przez chwilkę siedziałam zaskoczona i lekko wystraszona. Ocknęłam się i opuściłam samochód najszybciej jak się da. Szłam szybko przez szkolny parking, a wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie. Wiedziałam dlaczego. Justin był typem chłopaka, który przeleciał chyba wszystkie dziewczyny w szkole, które były warte jego „cennej” uwagi. Więc dlaczego ON zainteresował się moją osobą?
Swoją drogą ciekawe czy nauczyciele wiedzieli jak Justin zarabia. Wchodząc do budynku zostałam napadnięta przez „wściekłą wiewiórkę”, a mianowicie chodziło o moją przyjaciółkę Lily. Dlaczego wściekła? Bo ona nigdy mnie normalnie nie przywitała tylko się na mnie rzuca. Dlaczego wiewiórka? Bo ona jest ruda.
 - Yo suko! – Lily jak zwykle się ze mną przywitała.
 - Hej dziwko! – tak samo kulturalnie odpowiedziałam na jej przywitanie
Po tym wzięłyśmy się pod ręce kierując się korytarzem w stronę sali od fizyki. Moja szkoła jest jak każde normalne liceum, właśnie mijamy jakąś parę , która praktycznie gwałci się na ławkach w klasie w której drzwi są otwarte, a koło nich jest kółeczko gapiów. Cóż może to jest lekcja fizyki i jesteśmy w sali od fizyki, ale oni to są CHYBA za bardzo zbliżeni „fizycznie”. Może dostaną szóstkę z projektu o sile TARCIA, jeżeli wicie o co mi chodzi.
 - Hej! Idźcie sobie do domu pornole oglądać bachory! – takim oto właśnie tekstem Lily pozbyła się „bachorów” abyśmy mogły spokojnie wejść do klasy.
Para trochę zwolniła swoje poczynania, na szczęście. Ufff . Tu są sami zboczeńcy.
 - Haalloo. Ziemia do Cassie! – krzyknęła mi do ucha moja kochana przyjaciółka. Czujecie sarkazm?
 - Przepraszam, zamyśliłam się – tak wybrnęłam z niezręcznej sytuacji.
 - Dobra, nieważne – Lil zrobiła przerwę i zaczęła swoją długą mowę – No więc Cass chcę iść na wyprzedaż do butiku, ale mam karę, więc jak moja mama się dowie, że ty idziesz to mnie na pewno puści… - już dalej nie chciałam słuchać, z resztą wiem, że dzisiaj nigdzie nie wyjdę, bo muszę dowiedzieć się o co chodzi z moim ojcem. Ostatnie co dotarło do mojego mózgu to – Cass. Proszę, proszę, proszę. Ja tak ładnie proszę – zrobiła oczy małego szczeniaczka.
 - Skarbie, dobrze wiesz, że to na mnie nie działa – powiedziałam ze śmiechem.
 - Cóż – zrobiła dramatyczną przerwę i słodką minkę – trudno próbowałam. Smutna poczłapała do swojej ławki i usiadła, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Sama poszłam do ławki pod oknem na końcu klasy i usiadłam. Zaczęłam myśleć o ojcu i o tym jaką krzywdę zrobił mi i mamie.
 - Przepraszam, ale moje miejsce jest zajęte. Mogę się dosiąść? – zapytał zachrypnięty głos tuż przy moim uchu. Justin.
 - Jasne – powiedziałam na wdechu i się wzdrygnęłam.
Znów zaczęłam myśleć o tacie. Tato – jak to dziwnie brzmi. Myślałam o przeszłości i o tym czy jestem w stanie jeszcze mu wybaczyć.
 - Możemy porozmawiać o tym co wydarzyło się rano? – spytał – przecież wiem, że się nie potknęłaś – o nie…
„Cienie przeszłości będą nas nękać aż do śmierci. Dlaczego? Bo one jak i ludzie wybaczają lecz nie zapominają.”



**********
Jak już widzicie jest 2 rozdział :)
Chciałabym was bardzo przeprosić za tak długą przerwę.
A teraz mam do was prośbę, bardzo bym chciała żebyście ocenili ten rozdział/opowiadanie w komentarzu. Ponieważ wasze opinie są dla mnie ważne i to właśnie one zachęcają mnie do pisania. :)
CZYTASZ =KOMENTUJESZ

5 komentarzy:

  1. To jest wspaniałe ;***
    Nic dodać nic ująć ;**
    Mam nadzieję, że następny rozdział będzie szybko :***
    Jeśli się pojawi to pisz na maila: ela.95@o2.pl bardzo proszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę do ciebie jak pojawi sie nowy rozdział :) napewno :*

      Usuń
    2. Ja Cię pogonię, kobieto :***

      Usuń
  2. PS. Rozdział przeczytany. Sandra, znasz moją opinię i w ogóle nie potrzebujesz moich rad. :* Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Bardzo mi się podoba to opowiadanie! @tekstynazgaszen

    OdpowiedzUsuń