Liczba wyświetleń

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 3

Zaufanie

 – Justin  – powiedziałam trochę przestraszona – ja  naprawdę się przewróciłam…
– Czy ty masz mnie za idiotę? – zapytał zirytowany.
Człowieku! Liżesz się ostro z każdą napotkaną na drodze dziwką nie wiedząc co miała pięć minut wcześniej w ustach. Szczerze? Tak Justin uważam cię za idiotę oczywiście nie powiedziałam moich przemyśleń na głos.
– Justin – westchnęłam już trochę zdenerwowana – posłuchaj…
 – Nie! To ty posłuchaj. Miałaś wizję, prawda?! – krzyknął szeptem wiedząc, że jesteśmy na lekcji. Kurwa! Nie nauczył cię nikt szacunku chłopczyku!? Damom się nie przerywa! Kurwa! Co mam mu powiedzieć? Już mam dość, ja się nie prosiłam o taki obrót zdarzeń, do jasnej cholery!
– Tak! Tak, Justin masz rację. Miałam wizję – nie wytrzymałam i jedna łza opuściła moje oko. Szybko uniosłam dłoń do mojej twarzy i lekko otarłam policzek z wody.
Justin już otwierał usta by coś powiedzieć lecz uratował mnie dzwonek na przerwę. To się nazywa szczęście! Prawie jak w filmie! Jak najszybciej wybiegłam z klasy, idąc korytarzem w stronę stołówki wpadłam na Lily.
– Co się stało? Wyglądasz jak byś zobaczyła, pieprzącą się parę gejów na środku sali… W sumie to geje są słodcy – Lily wyśpiewała.
– Ah. Lily dzięki za opis mojego wyglądu, jak zwykle jesteś najbardziej taktowną osobą – warknęłam z sarkazmem.
– Oj skarbie, nie histeryzuj. Zaraz będziesz wyglądać jak człowiek. Wystarczy żebyś zmieniła troszkę wyraz twarzy – odpowiedziała ruda z uśmiechem na twarzy. Przysięgam, że jeżeli ona się nie zamknie to naślę na nią Justina i zapłacę mu z podwójnie.
– Spadaj! – krzyknęłam gdy ta się już trochę oddaliła. Odwróciłam się i przez przypadek wpadłam na wysokiego chłopaka.
 – Um. J-ja przepraszam nie widziałam…
 – Spokojnie niunia – skrzywiłam się gdy mnie tak nazwał – jestem Liam – wyciągnął do mnie rękę, którą niepewnie uścisnęłam.
– Cassie – szepnęłam. To nie był chłopak typu „chodzący sex” jak, np.: Justin (mam nadzieję, że nie powiedziałam tego na głos), tylko Liam miał w sobie coś dzięki czemu czułam strach w jego obecności.
– Nie bój się kochanie – czyżby przejrzał mnie na wylot? Pociągnął mnie stanowczo do siebie za rękę, której wcześniej nie puścił.
Czułam nie przyjemne ciepło bijące z jego ciała, które przebiło się przez moją koszulkę. Próbowałam wydostać się z jego uścisku, ale był zbyt silny. Przecież nie może mi nic zrobić, nie tutaj, jesteśmy w szkole.
 – Zostaw ją! – usłyszałam głos który o dziwo mnie uspokoił.
***
Do końca lekcji miałam już spokój z Liamem, ale obrazy z bijatyki między nim a Justinem dalej krążyły po mojej głowie. „Chodzący sex” oczywiście wygrał bójkę, bo jakim cudem płatny morderca miałby przegrać z chłopakiem ze szkoły? No jakim cudem?! Po prostu to nie możliwe. Oczywiście byłam wdzięczna Justinowi za uratowanie mi życia i mojej błony dziewiczej… Chyba trochę przegięłam z tym życiem, ale przynajmniej moja dziewczęcość jest cała.
Po lekcjach poszłam do mojej szafki, wpisałam kod i ją otworzyłam. Przejrzałam się w lusterku myśląc o wydarzeniach tego dnia po czym włożyłam do szafki nie potrzebne książki i gdy miałam już zamykać drzwiczki moją uwagę przykuła wypadająca kartka papieru. Podniosłam papier z ziemi i lekko rozprostowałam jego krańce.
„ Jeszcze z tobą nie skończyłem. Do zobaczenia w krótce.
~L”
 Przeczytałam wiadomość jeszcze kilka razy, gdy w końcu zrozumiałam kto był nadawcą tego listu.
Westchnęłam zirytowana nachalnością chłopaka, zamknęłam szafkę i wyszłam przed szkołę. Miałam złe przeczucia, zupełnie nie wiem dlaczego. Czułam się źle jakby coś miało się wydarzyć, miałam uczucie zaciśniętego paska na mojej piersi. Pierwszy raz coś takiego czuję, zazwyczaj zamiast mieć takie przeczucia miewałam wizje, a teraz ni chuja, 0 wizji. Szłam tak jeszcze dobre 20 minut, nie ukrywam nie spieszyłam się, gdy w końcu doszłam do linii drzew otaczających mój dom, otworzyłam szeroko oczy i usta. Pewnie wyglądam jak jakaś idiotka, ale to nie jest teraz ważne. Drzwi od mojego domu pyły otwarte tak mocno, że zewnętrzna ich strona dotykała ściany obok. No Dżizys, przecież jestem pewna, że zamknęłam drzwi. Aż takiej sklerozy to ja nie mam. Czułam narastający strach, gdy moje żyły pulsowały w przerażeniu.  Po staniu tak przez pięć minut, jak słup soli, doszło do mnie co mógł oznaczać liścik z mojej szafki. Czy ludzie nie widzą mojego złego stanu psychicznego? Muszą mnie jeszcze zastraszać, grozić i nachodzić?! Dzięki, po prostu dziękuję – wyczujcie sarkazm.
Powoli zaczęłam przemieszczać się w stronę domu, sprawdzając w myślach moje drzewo genealogiczne, mając nadzieję, że to jakaś dalsza rodzina. Może mamusia jeszcze żyje. Może incydent z wczoraj wcale nie miał miejsca. STOP. Cass nie możesz myśleć w ten sposób, przecież to nie jest możliwe. Hmmmmm czy mówienie o sobie w trzeciej osobie jest bardzo niegrzeczne? Rozmyślałam tak aż doszłam do schodków prowadzących na ‘patio’ i do otwartych drzwi. Delikatnie zaczęłam wchodzić na górę, wstrzymując oddech, by być jak najciszej. Pociągnęłam lekko za klamkę, a drzwi, skrzypiąc jak w horrorach, otworzyły się. Powoli lecz stanowczo weszłam w głąb korytarza prowadzącego do salonu. Podchodząc do pokoju zachłysnęłam się napięciem wywołanym przez strach. W pomieszczeniu wszystko wyglądało jakby przeszedł tu jakiś ogromny huragan. Kartki, chusteczki i inne tego typu rzeczy były, wyrzucone z szuflad i szafek, lądując na podłodze. Szklany stolik był wywrócony do góry nogami, natomiast krzesła stały połamane przy ścianie. Podeszłam do dużego i solidnego drewnianego stołu pod oknem i ujrzawszy na nim mojego iPhona od razu po niego sięgnęłam. Na telefonie wyświetlała się strona kontaktów, zapisując nowego rozmówcę – Liam. Przyłożyłam dłoń do ust nie wiedząc co zrobić, z moich oczu poleciały słonawe łzy.
– Witaj kochanie – moje ciało spięło się pod wpływem niechcianego, znajomego głosu. – Spodziewałem się Ciebie, ale nie wiedziałem że ujrzę cię tak szybko.
Usłyszałam za sobą donośne kroki, których dźwięk przyprawił mnie o drżenie ciała.
 – Boisz się mnie? – Zapytał bez emocji w głosie. Nie mogłam go rozgryźć. – Odpowiedz – warknął z wyczuwalną irytacją.
Prędzej wyczułam niż usłyszałam go za sobą. Czułam złowrogie zimno bijące od Liama. Nie podobało mi się to. Bardzo. Czy się boję? Bardzo. Znowu to słowo. Zdaje się, że w filmach powtarzanie się jakiś zwrotów to nie jest dobry znak. Muszę uważać.
 – Nie – skłamałam.
 – Nie oszukuj mnie, bo to się może dla ciebie gorzej skończyć – powiedział dość przesłodzonym głosem. – Lubię straszyć takie małe, głupie i niby niewinne dziewczynki jak ty. – W co on gra?
 – Odwróć się – ohhh wróciliśmy do Liama: jestem-zły-będę-warczał-jestem-rozwcieczonym-niedźwiedziem-mam-trujący-bluszcz-w-dupie.
Wolno. Jak najwolniej zaczęłam się odwracać do niego. Wstrzymywałam oddech na wszelki wypadek, a powieki miałam zaciśnięte. Tsaaaa, ja byłam oazą spokoju – wyczujcie tu sarkazm. Nie wierzę, że to wszystko się dzieje. Po prostu mój świat od niedawna zaczął się walić. To nie jest przeznaczenie to jest fatum. Ja już nie wierzę w szczęście, widzę tylko siebie za parę lat jako samotnego, smutnego, opuszczonego i z wyrwanym sercem człowieka. Moje pytanie, które pojawia się ostatnio bardzo często w moich myślach:Dlaczego ja? Chyba nawet jest program z takim tytułem… Hmmm może zgłoszę się tam na casting, oczywiście pod warunkiem, że przeżyję tą dobę.
 – Dobra dziewczynka – powiedział z zadowolonym uśmieszkiem Liam gdy się w końcu odwróciłam – A teraz klęknij.
Co ten palant chce abym zrobiła?! Mam przed nim klęczeć?! No coś mi się nie wydaje.  Pamiętam jak po przeczytaniu „Pięćdziesiąt twarzy Grey’a” i następnych części tej książki, darłam się na szkolnym korytarzu ‘Anastasia na kolana!’. Tak. Ja mam zrytą banię. Już miałam się mu postawić, gdy zmroził mnie swoim wzrokiem. Mówię poważnie gdyby wzrokiem można było zabijać to leżałabym już tu martwa. Delikatnie osunęłam się przed nim na ziemię, nawet nie zauważyłam jak do mnie podszedł.
 – Bardzo dobrze – powiedział pedofilskim głosem – a teraz mam zamiar odegrać się na kim kogo zapewne dobrze znasz.
O co mu do jasnej cholery chodzi? A może raczej o kogo? Może on ma jakieś urojenia… Przez chwilę patrzył na mnie z góry, po czym mocno pociągnął z moje włosy, sprawiając, że pisnęłam cieniutkim głosem i odchyliłam głowę. Rzeczywiście jak w Grey’u.
 – Będę Cię pieprzył tak, że nie będziesz mogła chodzić  przez miesiąc. – Zachłysnęłam się własną śliną na jego słowa.
Liam mocniej pociągnął za moje włosy, stawiając mnie na nogi. Przycisnął mnie do swojego ciała i mocno klepnął mnie w pośladek. Czyżby był BDSM? Pociągnął mnie za rękę i oczywiście włosy i poprowadził po schodach do mojego pokoju. Jeszcze trochę, a stracę moje dzieci, które pielęgnuję od lat. Oczywiście mówię o włosach, bo na matkę to ja nie wyglądam. Moje ciało całe drżało z napięcia i strachu. Może to głupie bo nikt by tego nie chciał, ale to właśnie czuję ‘Nie chcę być zgwałcona’.
Rzucił mnie na łóżko na co krzyknęłam z bólu, gdyż zrobił to tak mocno, że w moje ciało wbiły się sprężyny. Liam spoliczkował mnie.
 – Cisza – krzyknął.
Zaczął mnie brutalnie całować w usta, lecz nie oddawałam pocałunków, zaciskając usta w cienką linie. Mocno ścisnął moją prawa pierś, że aż poczułam jego paznokcie wpijające się w moją skórę przez stanik i cieniutki materiał bluzeczki. Krzyknęłam, na ból jaki spowodował, więc Liam mógł spokojnie wsunąć język do mich ust. Jeszcze raz z cisnął moją pierś lecz teraz zakwiliłam gdyż moje usta były zajęte przez Liama, a ja nie chciałam znowu poczuć tego bólu.Nawet nie zarejestrowałam tego jak chłopak uniósł moją rękę nad moją głowę i mocno zaciskając, chyba, kajdanki na niej, przyczepił ją do ramy mojego łóżka. To samo zrobił z drugą ręką. To było już za wiele. Zaczęłam go kopać.
 – Co ty do chuja robisz?! – ryknął gdy kopnęłam go w krocze – Przestań, albo zabiję cię szybciej niż bym chciał.
Zadrżałam na jego słowa i natychmiast przestałam się ruszać. Może się boję, ale chcę jeszcze żyć, chociaż tego do końca nie jestem pewna.
 Może gdybym tak zniknęła nikt by nie zauważył. Może tam gdziekolwiek trafię będzie mi lepiej. Może nikt nie będzie tęsknił. Przecież ja już nie mam nikogo. Może gdy znowu zacznę go kopać w końcu mnie zabije i będzie miał mnie z głowy. A moja dusza nie będzie musiała już cierpieć.
Gdy wróciłam do rzeczywistości nie miałam już na sobie bluzki , a Liam brał się już za rozpinanie moich spodni. Mój zdrowy rozsądek wrócił i zaczęłam na nowo się szarpać, kopać i wić pod nie ustępliwym ciałem chłopaka. Powtarzałam sobie cały czas. Nie chcę być zgwałcona. Nie chcę być zgwałcona… Ale  to nic nie dało, bo moje starania spłynęły po Liamie niczym woda. Byłam już bez spodni. Zaczęłam krzyczeć, ale znów to nic nie dało.
 – Zamknij się! – Liam zakrył mi dłonią usta.
Już straciłam jakąkolwiek nadzieję, a ponoć nadzieja umiera ostatnia, więc jestem już martwa.
 – Zostaw ją! – z drzwi dobiegł mnie znajomy głos. Justin. Liam uśmiechnął się krzywo, pokazując, że ma go w dupie.
– Justin! Pomóż mi! – zakwiliłam przez rękę chłopaka na mojej twarzy.
 – Już kochanie  - powiedział Justin. Chwila… Kochanie? Może to głupie, ale się zarumieniłam.
 – Po moim trupie – warknął Liam. I nim ktoś z nas się zorientował rozerwał mój stanik na co od razu zaczęłam krzyczeć oraz się wyrywać.
Gdy Justin tylko to zauważył od razu z ciągnął ze mnie Liama, bo przez ostatnie trzy minuty trwał w bezruchu spowodowanym szokiem. Ja pisnęłam i starałam się zakryć moje piersi, lecz na marne gdyż miałam unieruchomione ręce.
Czułam się wolna, ale byłam też onieśmielona, bo widziało mnie właśnie dwóch chłopaków nago i nadal są ze mną w jednym pomieszczeniu, a ja jestem przymocowana do łóżka kajdankami. Jestem strasznie wdzięczna Justinowi, że zabrał ze mnie Liama. Nim cokolwiek zrobiłam poczułam łzy spływające wzdłuż moich policzków, później szyi.
Zostałam praktycznie zgwałcona, a nie miałam oparcia. Nie miałam nikogo do kogo mogłabym się przytulić. Mi już nikt nie został. A teraz jestem światkiem jak Justin bije się z Liamem.

Justin’s POV
Przecież wiem, że ona miała wizję. Okłamała mnie. Pieprzona suka. W chwili gdy ją przezwałem poczułem ściskanie w żołądku. Wcale nie podobało mi się, że ją tak nazwałem. Ale i tak muszę z nią porozmawiać i z nią jechać do ojca. Muszę jej pilnować. Dla wyjaśnienia to Matt mi kazał.
Szybko wszedłem do mojego Range Rover’a, wiedząc, że dziewczyna wyszła ze szkoły już jakiś czas temu. Odpaliłem papierosa, dusząc nim moje obawy. Jak mam być szczery to Cassie jest niezła i coś mnie w niej pociąga. Drzwi do jej domu były otwarte i już wiedziałem że coś jest nie tak.
Nie wiem dlaczego, ale zacząłem biec przez alejkę prowadzącą do jej domu. Czułem w sercu coraz większy strach lecz szybko go ugasiłem by pozostać twardym. Wleciałem do domu, a potem poszło łatwo przebiegłem przez schody po dwa schodki na raz. Taaaak, byłem dość wysportowany.
Nie wiedziałem który pokój był jej, niemalże biegnąc sprawdzałem wszystkie pomieszczenia po kolei w długim korytarzu, gdy nagle usłyszałem czyiś płacz. Płacz dziewczyny. Cassie.
Otworzyłem ostatnie drzwi po prawej i widok jaki zobaczyłem przeraził mnie bardziej niż bym się tego spodziewał. Myślałem, że to niemożliwe, że to dzieje się tylko w filmach i w książkach dla kobiet marzących o wielkiej miłości, ale dosłownie krew w moich żyłach zastygła. To co zobaczyłem poruszyło moim sercem, jeszcze nic tak na mnie nie zadziałało.
Przykuta do łóżka leżała prawie naga Cass, a na niej leżał chłopak, Liam. Znałem go gdyż ostatnio jest mi winien sporą sumę pieniędzy. Dziewczyna zapłakała.
 – Zamknij się – warknął Liam i zakrył brutalnie swoją dłonią usta Cassie.
I to mnie otrzeźwiło..
 – Zostaw ją – nim zorientowałem się słowa te opuściły me wściekłe usta. Cóż… to bardzo proste dwa wyrazy, które bardziej mi pasowały do jakiejś hiszpańskiej telenoweli, ale ok. Liam miał mnie oczywiście w dupie.
 – Justin! Pomóż mi!  - Cass zakwiliła przez wielką brudną dłoń na jej malutkiej twarzy, a  we mnie się aż zagotowało.
 – Już kochanie – Czeekaaaj… Kochanie? No cóż jakoś tak wyszło.
 – Po moim trupie – znów zawarczał Liam i szybkim ruchem ręki rozerwał stanik Cassie.
Już się nie kontrolowałem i gdy tylko dziewczyna zaczęła się wić, by jakoś się zakryć, ja rzuciłem się i praktycznie zerwałem z niej Liama. Zacząłem okładać go pięściami, oberwałem parę razy naprawdę mocno, ale w tym momencie liczyła się dla mnie tylko Cass i jej bezpieczeństwo.
Gdy Liam stracił siły i już nie atakował, zaciągnąłem go za nogi na dół i zostawiłem na werandzie domu, byłem praktycznie pewny, że za pięć minut już go tam nie będzie. Szybko znalazłem się z powrotem w pokoju Cassie, a jej widok złamał mi serce.
Ona leżała z podkulonymi nogami na środku łóżka, nadal prawie naga, gdyż była unieruchomiona, cicho szlochała i trzęsła się. Powoli doszłem do łóżka by jej nie wystraszyć, lekko usiadłem koło malutkiej postaci, a Cass po prostu krzyknęła i odskoczyła na drugi koniec łóżka, przynajmniej się starała – kajdanki. I w tej chwili dotarło do mnie co się stało i, że jej trauma zostanie prawdopodobnie już do końca jej życia, które wcale nie było takie różowe. Musiałem działać szybko, by choć trochę ją uspokoić.
Najszybciej jak mogłem wstałem i pokonałem odległość dzielącą nas po czym odczepiłem kajdanki od jej szczupłych rączek i od razu czule wcisnąłem ją w moje ramiona.
 – Nie! – krzyczała i odpychała mnie – Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie! – płakała jeszcze bardziej niż na początku, a jej słowy były bardzo chaotyczne.
 – Ciii. Skarbie to ja, Justin. Już nic ci nie grozi, jesteś bezpieczna. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. – Zacząłem szeptać delikatnie do jej ucha, kołysząc ją w tył i w przód.
Do Cassie jakby dotarły moje słowa i mocno wtuliła się we mnie szepcząc moje imię jakby to była modlitwa. Delikatnie zacząłem ją głaskać po splątanych włosach i nakryłem jej ciało białą kołdrą, a jej szloch zaczął powoli opuszczać jej drżące ciało. Oczywiście już wcześniej zauważyłem jej okrągłe, kremowe piersi, perfekcja. Ale o nie był czas na moje hormony.
 – Nie zostawisz mnie, prawda? – cichutko zapytała, podnosząc swoją głowę by na mnie spojrzeć, opuchniętymi od płaczu ślicznymi niebieskimi oczkami.
 – Nigdy. Nie opuszczę cię choćby na krok. – obiecałem jej po czym ucałowałem jej lekko czerwony nosek, dodając tym samym otuchy.
Ona tylko delikatnie wtuliła się w mój tors i po dziesięciu minutach byłem już pewny, że śpi. Wstałem, odkładając ją na bok starając się jej nie budzić, gdyż  nadal leżała na mnie. Cicho podeszłem do jej szafy i zacząłem ją pakować do mojej torby, którą wcześniej wziąłem z samochodu. Może znam ją krótko, ale wiem, że nie odpuści wizyty u swojego ojca. Wrzuciłem jakieś dwie koszulki i spodnie. Ja, wspaniało myślny, oczywiście spakowałem się wcześniej.
To co powiedziałem wcześniej było prawdą, nie zostawię jej, już byłem tego pewny.
**********

Przepraszam za tak długą przerwę. 
Proszę o komentarze, gdyż to bardzo motywuje do pracy ;)
PS Rozdział niesprawdzony. 
Jutro wszystkich powiadomię o rozdziale.

Czytasz = Komentujesz

1 komentarz:

  1. Okej, uzależniłam się od opowiadania,. (y) Genialny, chcę następny *o* <3

    OdpowiedzUsuń